poniedziałek, 25 listopada 2013

dlaczego cię tu nie ma?
czy to takie trudne?
jeśli nie mogę bez ciebie żyć, dlaczego jeszcze nie umarłam?

czwartek, 7 listopada 2013

Dlaczego ja na ciebie czekam?
Dlaczego tak wciąż naiwnie staram się wierzyć?

Czuję w kiszkach, że jesteś ostatnią osobą na bardzo długi czas, której zaufałam.

Krew.

środa, 23 października 2013

środa, 16 października 2013

keep calm
and bleed out

keep calm
and just bleed

czasem sobie myślę, że zranione serce jest jak wróbel ze złamanym skrzydełkiem. on potrzebuje kogoś, kto weźmie go na ręce i pomoże. dlatego kiedy tylko mogę, przytulam krwawiące rany mojego serca, godzę się z nimi, delikatnie ujmuję i niosę do Jezusa.
 
tulę rany do serca.

poniedziałek, 7 października 2013

jest dobrze.
jest pusto?
jest źle!

Jest dobrze, już dawno nie układało się tak dobrze. Jaram się, jak żywa pochodnia, nową sytuacją. Jest dobrze. Czeka nas wiele pracy. Czuję, że oddycham. Oddycham.

Jest pusto? Czegoś brakuje jak gdyby. Między czarnymi a białymi. Mnóstwo energii pochłania podnoszenie się z łóżka. Jakby dwudziestokilkuletni człowiek mógł być zmęczony życiem.

Jest źle! Tylko dlatego, że serce złamane, w sumie nic takiego. Drobny falstart. A byłam przekonana, i to święcie, że jesteśmy.

W matematyce plus i minus daje minus. Dla mnie się znoszą. Jest nic.


sobota, 14 września 2013

tak miało być lepiej


Tak bardzo za tobą tęsknię.
Jakiś rok temu widziałam cię po raz ostatni.
Tak miało być lepiej.
Miało cię to czegoś nauczyć. Mnie nauczyło już zbyt wiele. 

Nie myślałam, że to kiedyś powiem. Najpierw miałam nie mieć do tego okazji. Później miałam tego nie czuć.

Jednak tak bardzo za tobą tęsknię.

Koniec końców, nauczyło mnie to jeszcze... przebaczenia.

poniedziałek, 9 września 2013

znaki drogowe: zakaz zatrzymywania

Zaczęłam kiedyś pisać opowieść.

To takie absurdalne, ale tak, pisałam. Traktowała ona o pewnej sierocie, która nie wiedzieć, dlaczego, miała uratować świat... Dobrnęłam do momentu, w którym bohaterka musiała uporządkować swoją przeszłość, aby zrobić kolejny krok do przodu.

I przestałam pisać.

czwartek, 15 sierpnia 2013

....

Tak czekam na twoje jedno słowo.

Może być krótkie, konkretne-tak lub nie- wystarczy.

Przepraszam cię.

To milczenie mnie zabija.

środa, 14 sierpnia 2013

...........

Możemy dzielić się jedynie
cząstką, którą inni są zdolni zrozumieć
i tak oto jesteśmy
prawie zawsze sami.


Zaległy okropne ciemności. Mogę się bronić przed nimi z całych sił, ale kiedy przychodzi noc, kiedy nie widać gwiazd, kiedy po 23 gasną latarnie- próżne wszystkie wysiłki. 
Im większa odpowiedzialność, tym większa samotność. Większe ryzyko, że jak przyjdzie co do czego, samemu będzie się biegać, np. z jakimiś tam  badylami, a serce, choćby się chciało najlepiej, i tak, na wpół otwarte, zostanie wrzucone w świeże, pachnące błotko. 

Tak, Marylin, miałaś rację. 

Jest tak ciemno. Tak bardzo ciemno. Tak ciemno, że z przerażeniem czuję ten niestosowny, absurdalny lęk, że światło nie istnieje. Paraliżujący strach. Boję się. Także ciemności.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Wieża Babel

Była kiedyś stara komunistka. Kiedy nie była jeszcze stara, aczkolwiek była już komunistką, napisała pewien wierszyk. Uwielbiając za twórczość, porzuciłam ją za poglądy. Jednak kołaczą się w głowie jeszcze jej słowa:

Tak, jestem szczęśliwa i brak mi tylko dzwoneczka u szyi

Co za bzdura, myślę, siedząc na walizce w korytarzu wagonu osobowego. Ludzie wchodzą do przedziałów, zajmują swoje miejsca. Ja nie mam tu swojego. Jadę pociągiem porannym, jeszcze nie wiem, gdzie przesiadka. Koniec końców, bardzo spontaniczna podróż, dlaczego nie?

Ale jeszcze nie jestem szczęśliwa.

sobota, 3 sierpnia 2013

O, mój drogi przyjacielu.

Tak dziwnie się czuję, pisząc do ciebie te słowa.
Tak dziwnie, gdy czuję, że się nie spotkamy.  Już nie.

Nieuchronnie rozchodzą się nasze drogi. 
Może po prostu przestałam w nas wierzyć.

Więc bądź zdrów, ja też się postaram.

Marzenia mają to do siebie, że czasem się kończą.


piątek, 28 czerwca 2013

..

Whenever I'm alone with you...

Myślę znów, patrząc w lustro i stwierdzam z mniej lub bardziej udanym przerażeniem, że to mieszkanie jest za małe dla nas dwóch.


O co ci chodzi..?

sobota, 8 czerwca 2013

milczenie owiec

Niewielki, czerwono-biały, pomięty papierek po krówce reklamującej Przewozy Regionalne. Na odwrocie bladym ołówkiem wydziergane słowa, ześlizgujące się po gładkiej powierzchni. Znalezione przypadkiem, wciśnięte między karty książki. Pachnie wciąż delikatna okładka- może jeszcze drukarnią, a może już człowiekiem?

Jeżeli to, co mówisz, nie jest piękniejsze od ciszy, lepiej milcz.

Gdy ktoś mało mówi, wiele się za tym kryje. 

Odrzucam papierek pospiesznie, wciskając go gdzieś na powrót między opowiadania. Tyle w życiu o ciszy, tyle w głowie o milczeniu. Jestem przekonana, że są w świecie dwie rzeczy, rozwiązujące języki: miłość i rozpacz. 
Reszta jest milczeniem.

Innego końca świata nie będzie.

czwartek, 6 czerwca 2013

Tak blisko

Jesteś wspaniały. Jesteś moją wielką radością, pomocą, nadzieją. Jesteś kochany... i jesteś daleko.
Zwykłam mawiać:

                       Everything's under control, everything's all right!

Ale tak nie jest.

środa, 5 czerwca 2013

listy do m.

Czy wiesz, co znaczy być jak biały bez, który do słońca wypręża się cały..

Mario, jedno zdanie, a jakbyś mi je z serca wyrwała... Na długo przed tym, jak zaczęło ono bić. 
Nie bądź, Mario, smutna. Zawsze mi się taką wydawałaś.
Nie bądź smutna.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

szmatczasu

Szmat czasu. Z bólem, radością, towarzystwem i samotnością, ekscytacją i spełnieniem, lękiem i ryzykiem, ciągłym, większym lub nie głodem. Oczywiście- nie fizjologicznym.





W e r s j a  o f i c j a l n a :

Im bardziej boli, tym bardziej się uśmiechaj. I nie patrz w oczy. Nigdy.

W e r s j a    z  z i a r n k i e m   p r a w d y :

Gdybyś tylko mógł mnie wtedy zobaczyć...
Pytanie serca znów nie uzyskało odpowiedzi. 
Dobrze, że na własne oczy znałam prawdę. 
Chociaż ten jeden raz.


Bardzo chciałabym się z tobą spotkać. Muszę ci coś opowiedzieć. Skoro już podjęłam decyzję i gotowość na ryzyko,   to teraz myśl ta nie da mi spokoju, dopóki nie wyjdzie na zewnątrz mojej głowy.

poniedziałek, 13 maja 2013

Niefiskalny

Przez cały poranek, chmurny i ponury, pojazdy uprzywilejowane przemierzają śródmieście tam i z powrotem, oczywiście na sygnale. Zwiastują tą swoją business, że dzieje się coś niedobrego. 

Cicho mi tu i pusto bez Ciebie. 
Jest dużo lęku, mnóstwo obaw, jakieś zmęczenie, może zwątpienie. 
Półtora kilo więcej, włosów na głowie mniej, bo wychodzą garściami.

Bilans zysków i strat? 
A daj spokój.

czwartek, 25 kwietnia 2013

Poradnik pisania

Dawno, dawno temu było sobie małe dzieciątko. 

Czy to nie nazbyt banalny, oczywisty początek, zwiastujący jednoznacznie przewidywalny koniec? Powinnam zacząć jeszcze raz...

Osioł. Cztery nóżki z kopytkami, (po co stosuję zdrobnienia- nie mam pojęcia) długie uszy i ogon, chwilowo służący za włącznik światła (niemal jak w historii o pewnym misiu). Osioł ów w wierszu pewnego poety-kapłana skakał do skrzynki pocztowej, by dostać nic.

Czyż nie lepiej od razu? W końcu nie codziennie pisze się o osłach, a w dodatku, jeszcze nie do końca wiadomo, o kim tekst będzie traktował...

Osioł poszedł śladem pewnej kozy, albo nawet koziołka, wyruszając w podróż. Całkiem niedorzeczną podróż, bez podkucia, zapasu siana i innych bajerów.

Upsik! Właśnie użyłam słowa mocno nieliterackiego...
W międzyczasie tak zwanym, osioł musiał być rumakiem. Czy w walce z wiatrakami, czy w wojnie domowej, czy w jakimkolwiek innym zamieszaniu- zawsze nie podkuty i bez rzędu. 

Czy to nie dziwne, nie odróżniać osła od konia?

czwartek, 18 kwietnia 2013

Antygona

Myślę, że całe szaleństwo świata polega na robieniu rzeczy, których się nie robiło dotąd. Idąc tym tropem, ostatnimi czasy jestem szalenie szalona. O ile mogę tak to określić, zupełnie niestylistycznie. 

Dzisiejszego wieczoru niebo spoglądało tak fascynująco granatowym wzrokiem na nieposprzątane jeszcze na wiosnę miasto, oddychając powietrzem tak ciepłym i dobrym. Aż chciało się wyruszyć na wariacki spacer, zupełnie incognito, bez nic, tylko z tobą. 

...

Nie masz najbledszego pojęcia, jak jest mi teraz ciężko. Rozgrywa się coś na kształt konfliktu tragicznego i mogę jedynie grać na czas i, ewentualnie, gromadzić granaty. Nie wiesz, co się dzieje, nigdy cię to nawet zbytnio nie interesowało, ale potrafisz doskonale odwrócić kota ogonem i uraczyć mnie produktem spod tego ogona. Teraz odwrócisz kota jeszcze raz i nawet zostanę zdrajcą.

Bardzo ci dziękuję. Dziękuję, za ten fantastycznie wariacki nóż w plecy. 
Plus 10 do szczerości, tylko szkoda, że odbierasz świat innym, niż jest.

...

ja.

niedziela, 24 marca 2013

suchar

Wyścig zbrojeń? Nie, to nie jest wyścig, ale regularnie dorzucam jakiś granat do składu w piwnicy.

Jest noc i jest pustynia. Nie ma już miejsca, gdzie można byłoby uciec. Jest zimno i sucho. Potwornie sucho. Jest suchar.

Daj mi dzień, dwa, pięć. Z dala od tego wszystkiego.
 

Chcę dziś zostać z tobą. Jest ci ciężko i pewnie niewiele będziesz mieć ze mnie pożytku. Jednak zostanę dziś z tobą, jeśli tylko tego chcesz.

środa, 20 marca 2013

skyfall

Czuję się okropnie. Moje wnętrzności już drugi dzień całymi siłami starają się wydostać uszami na zewnątrz. Dzisiejszej nocy nie otworzę oczu. Połamię palce. Wypluję serce. 

Przytykam nos do zimnej szyby. Zgromadzona wokół para przekonuje mnie, że jeszcze żyję. Obejmuję szybę dłońmi, o ile można objąć płaszczyznę. Mogę przytulić się do szkła, ale nie sprawi to, że ono zniknie. 

Teraz, gdy już nie mam serca, wciąż nie mam serca, by pozwolić ci na to. 
Nie mogę ci o tym wszystkim opowiedzieć. To pogorszyłoby sprawę. 

Spadam  
Byłam tak blisko i spadam.

Jestem niczym. 
Zapytaj Pawła, dlaczego.

piątek, 15 marca 2013

one way ticket

Noszę w portfelu bilet mpk. Jeden. Tak sobie myślę, że kiedyś gdzieś pojadę i w końcu nie wrócę. Dlatego jeden. Mówi mi o tym. Zawsze.

Z serii film:
           "Służące". Film traktuje też o problemie segregacji rasowej. Murzynka, pomoc domowa, niania, ogólnie all-in-one do małej białej podopiecznej:
             -Jesteś mądra. Jesteś dobra. Jesteś ważna. Powtarzamy..
             -Jestem mądra. Jestem dobra. Jestem ważna...

Z serii cuda:
           Introwertyk mówi nie pytany.

Z serii fenomeny przychodzenia Ducha Świętego:
           Człowiek.

Miasto śniegiem sparaliżowane. W rezultacie, to wspaniale, bo lód się kruszy i śnieg topnieje.

ja.

czwartek, 14 marca 2013

kOLOs

Pół centymetra to czasem wystarczająco dużo, by powalić człowieka. Kolosa na nogach jak z waty.

Czasem potrzeba dużych, radykalnych zmian.
Czasem człowiek bardzo mocno potrzebuje tych zmian.

C z a s e m   j e s t   t e r a z .

środa, 13 marca 2013

Adamie?

-Gdzie jesteś, Adamie?
-Ukryłem się, bo jestem nagi...
-Któż ci powiedział, że jesteś nagi..?

Kto ci powiedział, że jest tak, jak myślisz, że jest?   To prawda, nawet jeśli tak nie jest, to zbyt silnie ktoś kiedyś wtłoczył ci do głowy kłamstwo. Zawsze będzie nuta wątpliwości, czy może jednak nie jest to prawda. Kto ci powiedział, że jesteś nagi..?


Twój śpiwór wciąż mieszka ze mną. Może zabrakło ci odwagi, by wrócić po niego.
A może mi zabrakło pieniędzy i wytrwałości, by przesłać go pocztą...

Z resztą... nie znam nawet twojego adresu.

ja.

czwartek, 7 marca 2013

Sklepy cynamonowe

Mamy początek miesiąca. Świeży, zupełnie jeszcze młodziutki i nagi ten marzec dwa tysiące trzynastego roku, który przybył z pierwszymi od dłuższego czasu promieniami słońca. Przyniósł on także, zupełnie gratis, dzisiejsze pochmurne niebo, konsekwentnie dążące do spłukania deszczem pośniegowo smutnych chodników. 
Jeszcze chwila, a znów wysmyknę się z cichej kamienicy na coraz bardziej już o tej porze puste, wspomagane jarzeniowym  światłem ulice. Jeszcze chwila, a znów przez kilka minut przebywając w mentalnej samotności marszu, zadam sobie kilka pytań.

Co byś zrobiła, gdyby pieniądze nie grały roli?
Co teraz z nami będzie, gdy parę słów to już stanowczo za mało?
Co się stanie, jeśli znów przestanę oddychać samodzielnie? 

Pamiętam jak dziś, wieczór prawdopodobnie tak samo marcowy, jeszcze w zimowym płaszczu i czapce zimowej.  "Tonąć" tak w pewnej sprawie, a wciąż rozpaczliwie pragnąć powietrza. Wyrzucić cały ekwipunek z łodzi, by potem skoczyć do wody w desperackim kroku ostatniej szansy. Mocno się przeliczyć (nigdy z matmą nie żyłam w zgodzie) - więc tonąć. Tonąć tylko po to, by ktoś mógł uratować. Nie polecam nikomu.
 Ostatecznie, wciąż pewnie boję się wody. Lekcje pływania trwające tak bezlitośnie długo jeszcze mnie nie przekonały, że woda jest w prawdzie żywiołem śmierci, lecz także- i przede wszystkim -życia. Czuję jednak między wierszami, że marzec jak zwykle przynosi łyk powietrza.

Łyk powietrza, który wciska się w człowieka drogami oddechowymi tak silnie i bezczelnie. Łyk wiosny, która z kolei wciska mi nadzieję, jak kit babci w okno. Wiem, że podobnie pisałam rok temu. Wiem, że tamta wiosna przygrzmociła mi na tyle, że spadając z krawężnika nieco się potłukłam. Wiem także, co zabawniejsze, że mimo wszystko, mimo wszystko:

Teraz już, gdy parę słów to stanowczo za mało, wymknę się wieczorową porą w drogę. Zdążę odmówić w drodze jak zwykle trzy, w porywach cztery dziesiątki. Odnajdę te sklepy wśród zaułków miasta, wśród kałuż i kostek brukowych, zza winkli i z niskimi drzwiami. Odnajdę i kupię-choć nie mam pieniędzy- dwa wiosła i koło ratunkowe. 
A później popłynę. A później- znów skoczę.

Cichym sercem, 
ja.

piątek, 1 marca 2013

Zapytała o godzinę. Pięć po szóstej. Szukała zrozumienia w bólu, pocieszenia w rozczarowaniu. Czekała na kogoś, kto nie przyszedł. Z drugiej strony szyby samotność wygląda o wiele bardziej lirycznie.
W różowym berecie, ze srebrną obrączką, miłośniczka kawy z kolacją typu fastfood.
Tak, było tam chłodno.

W zasadzie, to nie wiem.

ja.

czwartek, 28 lutego 2013

Marta

ona nie umarła, lecz śpi
ewentualnie robi pranie.

jakiś morał? bardzo prosty:

kiedyś Miłość
da jej zmartwychwstanie.

niedziela, 24 lutego 2013

Życie na sznurówkach

Miliony wniosków i myśli.
Nie potrafię ich uporządkować, ogarnąć, uczesać..
Wyskakuję z butów, by zaraz znów wciągnąć je na stopy.
Opróżniam walizki, by zaraz znów je napełnić.

Dlatego potrzebuję sznurowadeł automatycznych.
Życie jest zbyt krótkie, by wiązać buty.

Wystarczyło szaleństwa na podjęcie takich a nie innych kroków.
Teraz musi wystarczyć odwagi do podążenia ich śladem i przyjęcia konsekwencji.

Ponieważ jest góra lub przepaść. Wspinaczka lub skok.
Zawsze wybór.

czwartek, 21 lutego 2013

.

Najbardziej irracjonalną rzeczą, jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła, jest moje życie.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Już czas.

Już przyszedł czas,
już przyszedł czas.
Zasyp ten żar, te węgle
kadzidłem, nie popiołem, 
kadzidłem, 
by wypełnił się świat 
wonią miłą Tobie.

sobota, 9 lutego 2013

Dlaczego nie gram na wiolonczeli..?

Budzi się wraz z wieczorną mgłą niepewność. 
Budzi się wraz z wieczorną łzą nowa filozofia życia. 
Budzi się wraz z wieczora kresem zmęczenie. 

Pamiętaj o kocu, kapturze i drzwiach na klucz. 
Pamiętaj, żeby się sprzeciwić samej sobie. 

Kiedyś będę grać na wiolonczeli. Zagram ci ten dysonans zamkniętych drzwi i zgaszonych świateł.
A potem zagram nowy dzień.

ja.

czwartek, 7 lutego 2013

Kogo ?

Przecież nie mogę ci opowiedzieć, co się dzieje. Choćbym chciała, nie potrafię.

Utrzymuję moją teorię, że serca ludzkie wciąż krwawią. Cały czas, tak myślę, krwawią -można co najwyżej oddać tą krew w dobre serce.

Kogo zatem widzisz, kogo..?

wtorek, 5 lutego 2013

Wieczór na Twardowskiego

...barometr opadł, a nikt ci palta nie zapiął pod szyją...

Spadła temperatura i spadło ciśnienie. Świat powoli się wyciszy. Ja powoli się wyciszę. Choć będą skutki, jak echa, niedokończone sprawy drążyć tą ciszę, odroczone w czasie drobne wyroki, na razie w zawieszeniu...
Ot, przyszedł mi na myśl ten kapłan, ze swoimi kilkoma słowami. Wieczór na Twardowskiego, stanowczo.

Coś jest w powietrzu z oczekiwania. Na wiadomości, które nie nadejdą. Coś jest w powietrzu ze znużenia, tym, co się kończy-nie kończy, bo wyjścia nie widać. Cóż więc, modlić się o rozwiązania szczęśliwe, jako te kukiełki-supełki...

I choć nie przepadam za artystką i twórczością (w rezultacie: za czym ja w ogóle przepadam?) to aż się ciśnie na klawisze głuche ten wers. Zaśpiewam go inaczej, niż to brzmi w oryginale. W zasadzie wypowiem szeptem. Bo szeptem się nie kłamie..

jak cicho tu, i jak ciemno...

Tylko... g d z i e ?

ja.

czwartek, 31 stycznia 2013

Gdziekolwiek jesteś

Gdy się kiedyś pojawisz, szybko ukradnie mi cię "przyjaciel"- w dużym, bardzo dużym cudzysłowie. Zupełnie tego nie zrozumiem, dlaczego tak nas zaatakuje, co będzie mu przeszkadzało nasze szczęście (lub też nieszczęście, wszystko jedno, ważne, że nasze). Dlaczego będzie oszukiwał- podpisując się obcym nazwiskiem i wciskając taki kit jak babci w okno mówiąc, jako coś wartościowego. Dlaczego nie ukradnie mi moich problemów, betonów pełzających i kruszyw łamanych, podwójnych otuleń i trzech równań do tego? Dlaczego woli ukraść nadzieję?

Muszę ci powiedzieć dwie rzeczy. Pierwsza jest taka, że mam już ździebełko dość. Wszystkiego.
Druga? Gry fałszywych ludzi są zbyt przejrzyste dla mnie, bym miała się tym przejmować. Jest mi tylko trochę przykro. Ot, tak, jak z tym makaronem. 

Gdziekolwiek jesteś, jeśli jest ci ciężko... to wiesz... znam pewien dobry sposób na świat. I nie jest to ani nigdy nie..., ani maślanka. 

Pozdrawiam, mam nadzieję, ciebie
ja.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Godzina W.

Godzina "W" jeszcze nie nadeszła. Ale już teraz możesz zbierać granaty w piwnicy...

Godzina "w" mojego życia jeszcze nie nadeszła, ale mam to życie tylko jedno. Zatem kiedy to wszystko, jeśli nie teraz? To jest dobry czas- jak mawiał pewien pastor w czarnej komedii "Jabłka Adama". To jest dobry czas.

Plan "sześcioletni" dnia dzisiejszego wypełniony niemal po brzegi. O tym, jak pięknie i czule poprowadziłeś mnie po śliskich chodnikach, między pytaniami, odpowiedziami, projektami i zaliczeniami... W końcu między ludźmi- o tym będę śpiewać. 

Prowadź mnie, 
ja. 

niedziela, 27 stycznia 2013

Dziecko cudu

-Jakie jest prawdopodobieństwo, że wykonałam dobrze wszystkie czynności i mimo to uzyskałam zły wynik?
-Wie pani, takie rzeczy się nie zdarzają...
-Ale jest jakaś szansa..?
-Musiałby się, wie pani, zdarzyć cud!
-A jeśli jestem dzieckiem cudu...?
-Skoro tak, to wpiszę pani tą trójkę...

Tak, w sposób niekonwencjonalny, uzyskałam zaliczenie przedmiotu... Dlaczego, w rezultacie, mój korelogram nie mógł być błędny właśnie przez swoją wyjątkowość? Może właśnie był? Może jestem dzieckiem cudu? A skoro nim jestem, to może wbrew nadziei i wszelkim racjonalnym pobudkom po pierwsze:zdam egzaminy, po drugie: dostanę się do kolejnego etapu konkursu?

Może więc zagłosujesz na lekko czasem niedorzeczny blog "dziecka cudu"?

Ktoś kiedyś powiedział, że cuda się przecież zdarzają.

Pozdrawiam cię,
ja.

czwartek, 24 stycznia 2013

Głosowanie

Trudno mi jest ostatnio pisać. Sesja sesją, wiesz, ot, studenckie życie. 
Mam dziś zamiast listu- olbrzymią prośbę. Tak, właśnie do ciebie.
Proszę, zagłosuj na mój blog, który jest naszym mostem komunikacyjnym- w konkursie Blog Roku. Link znajdziesz tuż obok, po prawej stronie. 

Dziękuję ci z serca, 
ja.

sobota, 19 stycznia 2013

Życie na wybiegu


Nie, proszę pani. Pani wybaczy, ale nie jestem pijana. Alkoholu do ust nie biorę. Niechże pani łaskawa  postawi swą zacną stopę na chodniku, a przekona się wówczas,  z jaką łatwością można dziś zaliczyć poziom zero w wyniku pośliźnięcia. 

Błąkałam się po Plaży, jak zwykłam się błąkać czasem. Zawsze to cieplej i bezpieczniej niż na Starym Mieście. I zrozumiałam, co ludzie tu robią, gdy doszło do mnie, dlaczego się błąkam w ogóle. Nie ważne gdzie.
Przypomnij sobie Śniadanie u Tiffany'ego. Takie centrum handlowe (jubiler, whatever) jest jak oferta lepszego, szczęśliwego życia. Jest wybiegiem dla niespełnionych modelek. Wypełniona po brzegi tym co fajne, modne, uśmiechnięte. Jest jak słońce dla tych, co zapomnieli o życiowej fotosyntezie. O, pardon, nie słońce, tylko żarówka. Dosyć, mocna, ale wciąż emitująca tylko sztuczne światło.

Dobrze, dobrze, nie generalizuję. Jest to też miejsce wysoce użyteczne. Mój Discovery Channel jest przecież zawsze tylko subiektywny. Jednak myślę, coś w tym musi tkwić. Jakiś haczyk.

Zastanawiam się czasem,  jak wyglądałabyś dziś, Mamo, wśród tych żarówek, "fajności" i mody, gdybyś była tu tak, jak wtedy. Ty- kobieta, którą znam- kobieta do granic kobiecości- nie przepadałabyś pewnie za tym wszystkim. Zamiast na zakupy, pewnie poszłybyśmy na długi spacer, kto wie, może jednak na Stare Miasto..

kocham Cię, 
ja.

piątek, 18 stycznia 2013

Deszcz?

Coraz mniej rzeczy wychodzi. Marchewka jasna! 
Dziś jest wieczór na Jamesa Blunta. Brak mi tylko deszczu do pełni ciepłej nostalgii. To jest spokojna nostalgia. Mimo wszystko, nie chcę dziś zasypiać w ciszy.

W dzieciństwie zbierałam czarne porzeczki. Szczerze nie lubiłam tej czynności. Z początku, gdy wrzucało się jagody do pustej, wielkiej białej misy (no dobrze, miski, ale byłam mniejsza, więc naczynie było relatywnie większe) pracowało się całkiem w porządku. Im dalej w las, tym więcej drzew. I mogłam sypać mnóstwo owoców, a nie było widać różnicy... 

Taki obraz z dawnych lat. Przypomina mi się, gdy myślę, że "to wszystko nie ma najmniejszego sensu". 

Coraz mniej mogę zrobić. Coraz mniej rzeczy zależy ode mnie. Coraz bardziej zależę od Ciebie- i w zasadzie tylko od Ciebie. Stawiasz przede mną takie wyzwania. Jesteś najbardziej ekstremalną Osobą, jaką znam. Nie znosisz nudy, więc z Tobą nigdy się nie nudzę.  Trudno być w dwóch miejscach na raz, zaliczać karkołomne podróże, pakować się ni z gruchy ni z pietruchy, jak się mówi w moich stronach, spontanicznie w rzeczy, których nigdy nie zrobiłoby się, przemyślawszy wszystko głębiej...

Ja nie oddycham na znacznych wysokościach. Płuca zbyt słabe lub powietrze za rzadkie. A Ty wprowadzasz mnie na górę zbyt wysoką i oddychasz za mnie, gdy już nie mogę. 

Tym razem też tak będzie, prawda? 

Zupełnie nielirycznie, 
pozdrawiam cię. 
i Ciebie. 

ja.

P.S. Ktoś płacze.. Nie, to tylko deszcz.

czwartek, 17 stycznia 2013

Feministyczny song

Nalałam dziś więcej wody do czajnika, tak zupełnie na wszelki wypadek, gdybyś może jednak dziś wpadł na chwilę. Nie, nie czekałam, miałam tylko kawałeczek ewentualnej nadziei. 

Marchewka od dziś jest sztandarem mojej klęski. Tyle miałam zrobić dziś rzeczy, a tyle z nich nie wyszło. Marchew w pierwszej kolejności. Może w przyszłości będę walczyć o nadanie praw właścicielom rozgotowanych marchewek. Absurdalne? Oczywiście, jak wiele rzeczy w naszym świecie. 

Zatem od dziś, nie sprzątam, nie piorę, nie gotuję, nie kompletuję skarpet, klnę ile wlezie i robię mnóstwo niemoralnych rzeczy, wprost wszystko robię, co nie przystoi kobiecie- mam do tego prawo, niby dlaczego mam być gorsza- od mężczyzn, a w szczególności już od wandali, ekshibicjonistów i morderców. A potem zestarzeję się w samotności (albo w więzieniu) i będzie git!

Tak! A raczej nie: tak, to jest żart, nie, nie mówię tego poważnie. 

Nie bój się, pozostanę sobą. Gotować przecież też można z miłością. Podobno wtedy smakuje najlepiej. Ach, jeszcze jedno: nie bój się, nie poczęstuję cię marchewką.

twoja
ja.


wtorek, 15 stycznia 2013

Monday misz-masz

Kawał śmiechu, żeby nie powiedzieć inaczej. Wszystko za sprawą szalonego pomysłu, nie z mojej głowy co prawda, ale przemawiającego do tejże głowy dość wyraziście i jednoznacznie. Może podejmę temat. Może ci kiedyś i tym opowiem, ubawisz się jak nigdy. 

Majster z półgodzinnym opóźnieniem, czyli wszystko dobrze się skończyło, dzięki dobrym ludziom. Dasz wiarę, można jeszcze spotkać kogoś uczciwego, kto ceni sobie bezpieczeństwo ludzi (nawet obcych) ponad straty (poniekąd) materialne, które na ich rzecz ponosi. Cud, miód i orzeszki. Przestaję podejrzewać, że w zabawie w dobrą ciocię miałby się kryć jakiś haczyk. Kwestia zaufania i domniemania uczciwości. A ty? "Domniemujesz"?

Kilka słów pokrzepiających dla serca w późny, zimowy wieczór. Wiesz, dajesz mi nadzieję, że mimo iż mnie znasz i poznajesz- jednak nie odejdziesz. Domniemuję twojej dobroci serca.

od serca,
ja.

niedziela, 13 stycznia 2013

Rocznica

Całkiem już niedługo minie rok od czasu, gdy piszę do ciebie. Można by rzec, szykuje nam się taki mały Sylwester i Nowy Rok. Roczek. Myślę, ile wody upłynęło w Bystrzycy, od tego czasu. Nie chcę chyba wiedzieć, ale z pewnością wiele.

Z tej okazji chciałabym ci coś podarować. Drobiazg, cokolwiek, byś kiedyś pamiętał. Tylko... 
Wiesz, nie mam nic. Nie mam nic, co mogę ci ofiarować.

Teraz, gdy już mnie trochę znasz, choć bardzo wciąż słabo, nie zdziwię się, gdy odejdziesz. Niektórzy zyskują przy bliższym poznaniu, ja nie. Zdążyłam cię już zawieść i mimo woli, zrobię to jeszcze nie raz. 

Jednak, proszę, byś dał mi szansę- i gdziekolwiek teraz jesteś- pomógł mi spełnić, nawet nie mogę powiedzieć, "marzenie". Chcę tylko, byś czasem przeczytał to, co piszę.

A propos rocznic. Zdaje się, że wykazuję się niezwykłą cyklicznością w pewnej sprawie. Średnio raz do roku wpadam w konkretnego rodzaju tarapaty. Całą energię poświęcam następnie, w trakcie tego roku, na wygrzebanie się z owych kłopotów po to, by za jakiś czas wpakować się znów. Dlaczego ci o tym mówię? Tak, właśnie znów czuję wiosnę. Właśnie znów zaczynam coś od nowa...

Pozdrawiam cię, kimkolwiek jesteś-
ja.

piątek, 11 stycznia 2013

Prawdę mówiąc

Prawdę mówiąc, między nami, a prawdą, to muszę wyznać ci parę słów prawdy. Gdyż lepsza gorzka prawda niż słodkie kłamstwo. Powaga sytuacji aż domaga się prawdy. Jednak, żeby nie skłamać, a prawdy nie powiedzieć, choć prawda leży pośrodku, nie mogę jednoznacznie z całą stanowczością stwierdzić, że wszystko, a zatem nie pewna część, a całość, nie do końca prawdziwie jest określane. Minęło by się z prawdą stwierdzenie, że są, jak to mówi góralska teoria poznania, trzy prawdy: święta prawda, tyż prawda i g..(uzik) prawda. Na to wniosą lament obrońcy prawdy, zatem też prawnicy, prawie prawi, lecz święcie przekonani co do prawdziwości owej prawdy... 
... A dalej to już będzie koniec świata. 

Zanim powiesz, że zmarnowałam pół listu, zobacz, jak ślicznie rozlokowałam prawdę, całą jej rodzinę plus kuzynostwo frazeologiczne i jakie tylko przyszło mi do głowy. 

Nie dość, że nie zawarłam tu nic, to jeszcze wytarłam prawdą usta... Nie tyle będę narzekać, co stwierdzę fakt, że jeden serwis informacyjny telewizji publicznej (lub komercyjnej, czemu nie) prawdy nie czyni. Jako że za prawdę przebiera się często co innego, piszę ci o tym, bo odczułam mocny pociąg do prawdy. Wsiądę więc chyba jutro w PKP i pojadę jej szukać. 

Jak zapach wiosny po ostatnim śniegu, czuję pismo, a raczej prawdę, nosem. 

Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.

Prawda?
ja.

środa, 9 stycznia 2013

Ile kosztuje aborcja?

Wszystko. Aborcja kosztuje wszystko, co masz i co mieć możesz...

Dla wyjaśnienia. Z powyższym pytaniem spotkałam się na pewnym forum dla kobiet. Czytając wypowiedzi osób płci żeńskiej wieku rozmaitego, stwierdziłam, że mój mózg zaczyna wstawać do pionu.

Czy potrafisz sobie wyobrazić, że mielibyśmy kiedykolwiek zabić nasze dziecko? Zabić kogokolwiek w ogóle? Zabić kogoś, kto nie może się nawet oprzeć, obronić? Zabić?!?

Wiesz, co mówią, że to jeszcze nie człowiek. Absurdalne tłumaczenie. To co to jest wcześniej? Mam uwierzyć, że zanim stałam się człowiekiem, to byłam.... jakąś nie wiem, żabą? Mam wierzyć, bo ktoś tak powiedział? Jestem człowiekiem od początku i tyle.

Wiesz, co piszą jeszcze? Że mniejszym złem jest usunąć ciążę, niż urodzić i oddać dziecko do adopcji.

Nie rozumiem. Ja po prostu nie rozumiem, skąd to się ludziom bierze. Istoty żyjące obracają się przeciw życiu. Nie szczędzą też słów pogardy wobec ludzi pro life.

Muszę ci coś wyznać. Jestem w siódmym miesiącu ciąży. Co teraz poczułeś? Jestem-w sensie duchowym. Staram się otoczyć troską dzieciątko i jego rodziców. Pragnę, by ono przyszło na świat.

Jestem-w sensie duchowym. Ty też możesz -uratować człowieka.

Całym sercem,
ja.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Post scriptum

Wiesz, ostatnio "wybrałam się" w parę wirtualnych miejsc. Ostatnio próbowałam obejrzeć głośny swego czasu film "Galerianki", zainspirowana zwiastunami "Bejbiblues". "Próbowałam" to dobre słowo.  Wiesz, nie będę dziś pisać zbyt wiele. Postawię na szybki konkret.

 WULGARYZMOM zwłaszcza w ustach KOBIET - stanowcze NIE.

Spokojnie. To tylko moja opinia. Ja rozumiem, czasem człowieka ponosi. Jednak co za dużo... to wiadomo. Żadna dyskryminacja, wszak sama jestem kobietą, ale błagam, jak to brzmi. No jak to brzmi...

Tropem zaginionej skarpetki

Wszelkie poszlaki sprawy zaginionej części garderoby doprowadziły mnie do zielonej pufy w rogu pokoju. Wysypała się  Samotna Błękitna, którą dopadłam około osiemdziesiąt kilometrów stąd. Nic z tego jednak, po poszukiwanej było już zimno, gdy dotarłam na stancję. Cóż, całkiem dosłownie zimno. 

Po co opisywać losy skarpetki... To przecież taka osobista rzecz!
Po co w ogóle pisać... Takie osobiste rzeczy? A-ha! 

Chciałabym przekazać ci choć część tej dobroci, jakiej doświadczam. Chciałabym cię ochronić przed smutkiem, jaki czasem dopada gdzieś w środku chwili. Nie bliżej, nie dalej, ale w samym środku...

Otóż widzisz, napadnięto mnie jakiś czas temu. Wiesz, jak to na dworcu. "Powróżyć? Może jednak powróżyć?" -Bardzo grzecznie, kulturalnie. Może jeszcze miałabym dziękować za usługę? Przemierzałam chodniki dzielnie mniej lub bardziej, zżymając się nad sposobem budowania dróg w Polsce. Z tobołkami, dlaczego nie, w końcu kolejny wielki powrót na miejsce akademickie. I, dasz wiarę, przemiłe kobiety oszczędziły sprzęt komputerowy, wałówkę, tubę z projektami (słusznie, wszak to nic nie warte prócz iluś tam godzin), no wszystko... oprócz pary skarpet (upranych przynajmniej) No rozumiesz, ulubione, białe skarpetki szaro obrębione. Ot takie, zwyczajne. Tylko że... moje. Moje skarpetki. Po co im moje skarpetki?!? 

No, w rezultacie, nie ważne aż tak. Zamiast tych skarpet wolę... ciebie. 
Czoł(gi)em!
ja.

sobota, 5 stycznia 2013

Kino objazdowe

 Na początku: marzenie każdego blogera- BLOG ROKU. Co ty na to?

Wiesz, życie bez ciebie układa się w rozmaite kształty. Podobno z czasem układanka się dopełnia, kiedy życie przestaje być bez. Tymczasem utrzymuję, że nam nie grozi "szczęśliwe rozwiązanie". Lubię puzzle, ale bez przesady. Podobno tak jest ciekawiej.

Siedzę otoczona kablami i drukuję metodą chałupniczą tasiemce, czyli projekty z rysunkami metrowej długości. Nie powiem, co mnie trafia. Zostały mi jeszcze trzy. 

Kino objazdowe serwuje dziś następujące obrazy: 

Edytorstwo vs grafika z zastrzeżeniem, czy znów przypadkiem widzowie się nie rozmyślą (czyt. przestraszą itp.)

Zero pracy nad portfolio, zero malowania, zamiast tego tydzień spędzony przed komputerem nad czymś, co ma mi się na pewno nie przydać w życiu. Bilans zysków i strat? Chyba nawet nie doszłam przez ten tydzień do połowy.

Płatnie czy bez- bo jeśli ta pierwsza opcja, to mogę zapomnieć o punktach powyższych i od razu skoczyć gdzieś na budowę, żeby mnie zamurowali w jakiejś ścianie.

Bardzo więc optymistycznie dziś kończę
pozdrawiam,
ja.