Tak dawno mnie tutaj nie było.
Całkiem niedawno, zupełnym 'przypadkiem' spotkałam na ulicy człowieka. Miał bardzo astronomiczną ksywkę i kserował w kiosku swoje wiersze dla sponsora. Wsłuchał się i wtrącił w naszą rozmowę. Przeczytał nam kilka utworów. Powiedział o dramatycznej cząstce swojego życia. Później mówił o swojej obecności na Juwenaliach, różańcu i takich tam. Zaczął nas ewangelizować. Powiedział, skąd pochodzi. Na koniec pobłogosławił i poszedł. Parę set metrów później pierwszy raz na całą moją obecność w tym mieście zobaczyłam autobus MPK ze święcącą nazwą miejscowości, z której przyjechał ten człowiek.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie delikatny zapach alkoholu.
Boże Ciało i Koncert Chwały. Bardzo w porządku, gdyby nie przekombinowane "Te Deum" solistki. Głos Natalii Niemen- mówi, a raczej śpiewa, sam za siebie.
Lunatykuję. Chodzę po pokoju i mówię od rzeczy.
Śnię o egzaminach, z konkretnymi zadaniami do rozwiązania.
Zdarza mi się nie wytrzymać presji, wyjść "bez nic" z mieszkania po to, by się "przewietrzyć". Ostatnio wybrałam cmentarz. Było cudowne popołudnie, po deszczowym dniu okruchy słońca i jakiś dyskretny świergot. Cisza, spokój wśród zatłoczonego centrum. Chwila na przemyślenia i "wieczny odpoczynek racz im dać...".
Generalnie to Euro 2012. Bardzo dobry wynik z Rosją, niedosyt po Grecji. Ironicznie o szale na nowych idoli sportu, którzy idolami być nie chcą. I jeszcze do wiary się przyznają. Dla mnie- kawał dobrej roboty, nie tylko na boisku. Żywmy sympatię, ale nie obklejajmy sufitów ich zdjęciami.
Zaskoczonam bardzo upadkiem 'niegdysiejszych' autorytetów.
Jakaś konkluzja? Dużo, wbrew pozorom, zaistniało w czasie i przestrzeni. Dobrze, że nie wszystko cię ominie, choć czasem zastanawiam się, czy mamy w ogóle jakiś kontakt ze sobą. Jutro wczesna pobudka i "od samego rana..." - fighting.
Pozdrawiam
ja.