piątek, 30 marca 2012

dziesięć szkiców

Dziś coś ci narysuję. 
Zacznę od warunków atmosferycznych: czasem słońce, czasem deszcz (tudzież śnieg czy grad). 
Szkic numer dwa: mam ostatnio jakoś niewiele wolnego czasu. To wspaniałe, nie mieć czasu na "nie chcenie mi się ". 
Szkic trzeci: brak snu i prawdziwy koszmar kilka nocy temu. 
Czwarty: oczy zdradzają to, co jest w człowieku. I wszystko jasne. I ciepłe.
Kolejny: wszystko na odwrót. Jakby mi ktoś w głowę przyłożył.
Szóstka: zwierze oswaja człowieka. W obecności psa nieznajomi ludzie nawiązują kontakt, uśmiechają się do siebie.
Szkic siódmy: etiuda filmowa o kapitanie drużyny na treningu footballu.  do it, do it, you're strong enough, don't stop! don't stop, do it! you can, you can! do it, do it! Walczymy.
Osiem: coś, w co nie wierzyłam, że kiedyś się zdarzy: należę do tego miejsca, do tego miasta. Jednak należę. Tu.
Jeszcze jeden:  brak mi magnezu podobno.
I ostatni, dziesiąty: mam farta w niefarcie, czyli obyło się bez pHmetrii.

sercem, sercem
ja.



sobota, 24 marca 2012

rewelka w piętnastu aktach

Tak jest. Rewelka w piętnastu aktach. Pierwszy akt to podróż w 24h tam i z powrotem. Reszta to poniekąd pochodne pierwszego, wszystko pracowicie i przełomowo, więc koniec końców - cyrk na kółkach. 

Zapamiętaj dobrze: w życiu przydaje się pewna podstawowa umiejętność odróżnienia artysty od wariata. Jeśli zachwyca się pięknem i cieszy (i/lub cierpi) jak dziecko tworząc- przyjmujemy wysokie prawdopodobieństwo, że to istotnie artysta. Jeśli natomiast każe doszukiwać się piękna w zaciekach na murze i do kompletu towarzyszy mu powszechnie znana aczkolwiek niesympatyczna woń wysokoprocentowa- to niemal pewne, że wariat. Ot, cała historia. 

Spotkałam dwóch obcokrajowców- niskiego Francuza i bardzo wysokiego Afroamerykanina. Obaj nie potrafili odróżnić tuby rysunkowej od karabinu. Widać czuli zagrożenie z mojej strony i wzajemnie, dlatego nie wdając się w głębsze dyskusje, opuściłam ich towarzystwo. To była anegdota dnia. Czy ja wyglądam na Rosjankę? Dawaj, postrilajem!

Teraz czekają na mnie równania różniczkowe. Z tą tylko "różniczką", że tym razem mają sens. 

całkuję,
ja.  

wtorek, 20 marca 2012

dzień matki

Dziś, czyli 20 marca 2012 roku, w pierwszy dzień wiosny astronomicznej, w połowicznie słoneczny wtorek, rozpoczynający się o 7 rano odkręceniem żaluzji, jest dzień matki. Tak, dobrze czytasz. Nie, to nie jest literówka. To dziś.

Moja ulubiona, ta co zawsze trasa w mieście, wczesne popołudnie. Dzieci wracające do domów ze szkół. Dziewczynka trzyma za rękę swoją mamę, w drugiej dłoni dzierżąc różową smycz, na której końcu drepcze mały, karmelkowy piesek. Inna podąża dziarskim, dystyngowanym na swój sposób krokiem, obok swojej wysokiej, czarnowłosej rodzicielki przytwierdzonej do szpilek rozmiaru XL. Jeszcze inna, znów za rękę, z czapką na oczach, trochę podbiega, by dogonić swoją, nagle zupełnie nieuprzejmą matkę. Skrzyczana nie wyrywa swojej małej łapki, tylko debatuje o czymś nie przerywając. Jeszcze nic nie wie. Ja już dawno bym zamilkła. Dalej znów matka z córką, tym razem nastoletnią, o dziwo także za rękę, zmierzają do fryzjera. Na przystanku- dorosła kobieta z młodym, chyba nie do końca sprawnym człowiekiem. I tak do samych na wpół otwartych drzwi  na klatkę schodową.

Rozumiesz już więc, czemu ci piszę o dniu matki. Chyba często o tym myślę: czy ja też będę kiedyś prowadzić kogoś do szkoły i czy ten mały ktoś będzie ubóstwiał takie spacery, czy będzie raczej się ich bał, milcząc całą drogę. Czy w domu będzie ktoś na mnie czekał, czy raczej będzie czekał, aż z niego wyjdę... Czy dwudziesty marca i każdy inny dzień każdego innego roku będzie moim dniem?

Pozdrawiam,
ja.

P.S. Tak na marginesie. Jadę do domu. Jak po ogień.

poniedziałek, 19 marca 2012

wieża

Wieża. Wierzę, wierzę. Wierzę ci. Nie wiem tylko, czy ty mi wierzysz. Możliwe, że nie jestem godna zaufania... ale zbudowałam wieżę z zapałek. Można zbudować coś, co jest w miarę stabilne, ale wystarczy jakiś jeden nieprzemyślany ruch, aby wszystko to spłonęło. Nie, jeszcze nic wielkiego ostatnio nie spaliłam, ale wiem, że się boisz. Wiem też, że martwisz się. Ja martwię się o ciebie, ty martwisz się o mnie i uwierz, że daleko tak nie zajedziemy. Zawrzyjmy umowę. Pomożemy sobie nawzajem. Wiedz, że nie boję się ciebie i miej świadomość,  że to jest krok do przodu.

pozdrowienia,
ja.

P.S. Wiem, że nie jestem ani trochę godna miłości i bliskości... Czy mogę mieć zatem nadzieję, że wcale ci to nie przeszkadza?

sobota, 17 marca 2012

the long day...


..is over. Tak śpiewa Norah Jones do mojej poduszki. Głos, który daje poczucie spokoju... bezcenny.

To był długi, piękny i ciepełki wiosenny dzień. Długi i pracowity. Cztery godziny przy sztaludze,
n ϵ C ,  n>0 ludzi nowych i nie tylko, godzina irytacji z powodu wcześnie pozamykanych i źle wyposażonych sklepów oraz perspektywa jutrzejszych kolejnych czterech godzin. Różnorodnie. Należałoby powiedzieć: "to lubię".

Wczoraj również piękny, wiosenny, przespacerowany dzień. I amen. Z radością.

Dylematów ciąg dalszy.  Tak, to już wiemy. Chcę cię jeszcze poinformować, że wiosna już działa. Tak, ta wiosna. Właśnie doszłam do wniosku, że zamierzam popełnić ponownie ten sam co zawsze "błąd" i nie ma siły, bym nie podjęła tego ryzyka. Wersja na dziś: uda się! Wersja awaryjna: będziesz miał dużo roboty, by mnie wyciągnąć za uszy z notorycznie czarnego humoro-rozżalenia. 

Dziś jest jednakże dziś.

jakoś tak nie romantycznie,
ja.


znaleźli dziewczynę

"Wracałam do domu po długim i trudnym dniu. Jak zawsze, tą samą, lekko okrężną drogą. Wszystko było takie samo jak zawsze, z jednym wyjątkiem. Na przejściu dla pieszych zobaczyłam karetkę i radiowóz. Służby te wezwali przypadkowi przechodnie, którzy znaleźli potrąconą dziewczynę. Tym razem przeżyła. Nikt o niej nic nie wiedział, nie miała ze sobą dokumentów, nawet notatnika opatrzonego podpisem. Bez telefonu, legitymacji, pieniędzy. Jakby jedyną jej, zapewne tymczasową, własnością był pęk kluczy, pasujących do nieznanych nikomu zamków. Zabrali ją na sygnale, trochę z dobrego serca, bo nigdzie nie było napisane, że jest ubezpieczona. Więc nic nie wiedzieli. Nie wiedzieli, że dostała rok, tylko rok, nawet niecały. Nie wiedzieli, że zdecydowała się ostatecznie przez ten krótki czas zdobyć świat. Nie mieli pojęcia, że zdążyła już pokochać dobrych ludzi, których spotkała, jej dziwną, kulawą miłością, i że bała się rozstania. Nie wiedzieli, że miała psa, który przyszedł z lasu i był jej przyjacielem o tyle, o ile byli tacy sami. Gdzieś, w którymś momencie- dzicy."

Nie. Nie musisz się martwić, ponieważ to się nie wydarzyło. Tylko sen. W rzeczywistości nic złego tej osobie się nie stało. Ja spotykam ją czasem, ostatnio w zasadzie rzadko. Znam też jej psa. On akurat się oswoił. Wiesz, trafiamy na siebie w różnych, często zaskakujących miejscach.  Pojawia się, gdy się nie spodziewam. Muszę też przyznać, że chciałabym jej pomóc. Aby podjęła najlepszą decyzję,  ci dobrzy ludzie pokochali ją tak samo i aby ten koniec jej roku nie był końcem świata, który zdobędzie przez ten czas...

całym sercem,
ja.

P.S. W każdym śnie jest jakieś ziarno prawdy...

 

niedziela, 11 marca 2012

zobaczysz


Tak to chyba jest już urządzone, że człowiek dla człowieka jest powietrzem. Ten kij ma, jak wszystkie, dwa końce. Pierwszy jest piękny: tak jak bez powietrza, nie można żyć bez istot sobie podobnych. Drugi jest okropny: istniejesz dopóty, dopóki na horyzoncie nie pojawia się ktoś ważniejszy. Wówczas jesteś już tylko niewidoczną mieszaniną azotu, tlenu i takich tam jeszcze innych... Czy boli? Zgadnij.

To sobie właśnie uświadomiłam.  Oczywiście, że dotknęło. Dlatego ja im* wszystkim jeszcze pokażę.

Wyszłam dziś z kościoła. Było sporo ludzi naokoło. To przed nimi chował się za tablicą ogłoszeń olbrzymi, kudłaty owczarek niemiecki. Bydle siedziało tak bezbronnie i obserwowało otoczenie przez wąską szparę między chodnikiem i krawędzią gabloty ogłoszeniowej, wysuwając przezeń tylko koniec swojego szpiczastego pyska. Miałam ochotę uściskać tego psa, ale nie pozwoliły mi na to resztki instynktu samozachowawczego. Gdyby tylko chciał, mógłby z łatwością zmieścić moje dłonie w swojej paszczy. A jednak siedział, jakby był nieświadomy swojej siły i możliwości... Może i wyglądał komicznie i był sam, ale siła wciąż była w nim.

Dlatego. Dlatego właśnie ja im jeszcze pokażę.

Mam nadzieję, że przynajmniej tobie nie muszę nic udowadniać... 

walcząca
ja.

P.S. Bardzo intensywny czas za mną, jeszcze bardziej pracowity przede mną. Trzymaj kciuki, jeszcze będzie o mnie głośno i przestanę być powietrzem. Zostanę czymś ważnym, czego się oczekuje i czym się cieszy. Zobaczysz.

środa, 7 marca 2012

uciekali, uciekali, uciekali...

Tak śpiewali wykonawcy musicalu 'Metro'. Ja śpiewam, owszem, zdarza mi się, ale niestety nie w takich okolicznościach... 

Więc przyznać ci się muszę, że uciekłam po raz kolejny. Bardzo prozaicznie, odebrałam kurtkę z szatni i wyszłam. Wstyd mi, że wciąż to robię. Uginam się pod lękiem, na przykład przed upokorzeniem. I nie potrafię inaczej.

Zostawmy "trudne sprawy". Chcę ci powiedzieć, że pięknie dziś się wypogodziło... Było co prawda pierońsko zimno, no ale co słońce, to zawsze słońce. Niedługo zakopiemy gdzieś po szafach zimowe stroje, zmienimy obuwie na wiosenne i będziemy się naprawdę cieszyć, bo wiosna, to jakby nie patrzeć, przebudzenie do życia. Przynajmniej w pewnym sensie.

Chcę się przebudzić i spotkać ciebie. Chcę się przebudzić i istnieć dla ludzi. Chcę się przebudzić z poczuciem ulgi, że to był tylko kiepski sen, że się już skończył i że wszystko w ogóle ma sens. 

twoja,
ja.

P.S. Masz rację, piszę ostatnio bardzo monotematycznie. Obiecuję się poprawić. Kiedyś, kiedy przyjdzie moja wiosna...

niedziela, 4 marca 2012

Poznań

Powinnam się wybrać na wycieczkę krajoznawczą do Poznania.
Bardzo dużo wydarzyło się ostatnimi czasy. Im tego więcej, tym trudniej jest mi Ci o tym opowiedzieć. 

Poznałam dziką stronę ludzkiej natury. 

Poznałam uczucie wyswobodzenia z klatki i po krótkim czasie powrotu do niej. 

Poznałam smak zażartego sporu zakończonego fiaskiem.

Poznałam przerażającą siłę ciemnej strony serca ludzkiego.

Poznałam, że "...poznaje się w biedzie"

Poznałam orzeźwiający deszcz Przebaczenia na twarzy.

Tym sposobem, wróciłam z dalekiej podróży. Po raz kolejny coś do zapoczątkowania, coś także do zakończenia. Znów wszystko na "nowo -staro". Plus konsekwencje.

Pozdrawiam cię,
ja.

P.S. Mam dwa domy. Domy.