czwartek, 28 lutego 2013

Marta

ona nie umarła, lecz śpi
ewentualnie robi pranie.

jakiś morał? bardzo prosty:

kiedyś Miłość
da jej zmartwychwstanie.

niedziela, 24 lutego 2013

Życie na sznurówkach

Miliony wniosków i myśli.
Nie potrafię ich uporządkować, ogarnąć, uczesać..
Wyskakuję z butów, by zaraz znów wciągnąć je na stopy.
Opróżniam walizki, by zaraz znów je napełnić.

Dlatego potrzebuję sznurowadeł automatycznych.
Życie jest zbyt krótkie, by wiązać buty.

Wystarczyło szaleństwa na podjęcie takich a nie innych kroków.
Teraz musi wystarczyć odwagi do podążenia ich śladem i przyjęcia konsekwencji.

Ponieważ jest góra lub przepaść. Wspinaczka lub skok.
Zawsze wybór.

czwartek, 21 lutego 2013

.

Najbardziej irracjonalną rzeczą, jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła, jest moje życie.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Już czas.

Już przyszedł czas,
już przyszedł czas.
Zasyp ten żar, te węgle
kadzidłem, nie popiołem, 
kadzidłem, 
by wypełnił się świat 
wonią miłą Tobie.

sobota, 9 lutego 2013

Dlaczego nie gram na wiolonczeli..?

Budzi się wraz z wieczorną mgłą niepewność. 
Budzi się wraz z wieczorną łzą nowa filozofia życia. 
Budzi się wraz z wieczora kresem zmęczenie. 

Pamiętaj o kocu, kapturze i drzwiach na klucz. 
Pamiętaj, żeby się sprzeciwić samej sobie. 

Kiedyś będę grać na wiolonczeli. Zagram ci ten dysonans zamkniętych drzwi i zgaszonych świateł.
A potem zagram nowy dzień.

ja.

czwartek, 7 lutego 2013

Kogo ?

Przecież nie mogę ci opowiedzieć, co się dzieje. Choćbym chciała, nie potrafię.

Utrzymuję moją teorię, że serca ludzkie wciąż krwawią. Cały czas, tak myślę, krwawią -można co najwyżej oddać tą krew w dobre serce.

Kogo zatem widzisz, kogo..?

wtorek, 5 lutego 2013

Wieczór na Twardowskiego

...barometr opadł, a nikt ci palta nie zapiął pod szyją...

Spadła temperatura i spadło ciśnienie. Świat powoli się wyciszy. Ja powoli się wyciszę. Choć będą skutki, jak echa, niedokończone sprawy drążyć tą ciszę, odroczone w czasie drobne wyroki, na razie w zawieszeniu...
Ot, przyszedł mi na myśl ten kapłan, ze swoimi kilkoma słowami. Wieczór na Twardowskiego, stanowczo.

Coś jest w powietrzu z oczekiwania. Na wiadomości, które nie nadejdą. Coś jest w powietrzu ze znużenia, tym, co się kończy-nie kończy, bo wyjścia nie widać. Cóż więc, modlić się o rozwiązania szczęśliwe, jako te kukiełki-supełki...

I choć nie przepadam za artystką i twórczością (w rezultacie: za czym ja w ogóle przepadam?) to aż się ciśnie na klawisze głuche ten wers. Zaśpiewam go inaczej, niż to brzmi w oryginale. W zasadzie wypowiem szeptem. Bo szeptem się nie kłamie..

jak cicho tu, i jak ciemno...

Tylko... g d z i e ?

ja.