piątek, 24 lutego 2012

soulmate

Nie będzie dziś listu. 
Dziwny był to dzień. Ponury atmosferycznie, ciemny. Przyniósł mi ciąg dalszy rozwiązywania zagadek, które ostatnio mocno się skumulowały wokół mnie. Zagadek ludzkich.

Ubrałam się w niedawno nabytą, śliczną spódniczkę. Spotkałam się z człowiekiem, którego cenię bardzo, jeśli nie niemal najbardziej. Mój dobry duch. Tylko i aż.

Pierwszy raz w życiu użyłam mocnych słów w stosunku do człowieka, o którym mogę powiedzieć, że teraz już tylko martwię się o niego.

Nie miałam do czynienia i nawet nie myślałam o ludziach, którym udowodniłam, co mogłam, ale wciąż mogę tylko marzyć, bym mogła powiedzieć, że weszliśmy na drogę przyjaznego, bliskiego porozumienia. 

Dowiedziałam się paru drobnych szczegółów na temat ludzi, którzy literalnie powinni być bliscy mi, a ja im. Z samego faktu istnienia. Powinni(śmy).

Stwierdziłam, że poprawiły się relacje z człowiekiem, którego mogę powiedzieć, że lubię i dzięki któremu poznaję, choćby tylko poprzez samo zetknięcie się "światów", życie, którego dotąd nie znałam. Możliwe, że wcześniej przerażałam. Na początku zawsze stwarzam dystans. Kropka.
Wszystko poniekąd łączy się z refleksją na temat słowa tytułowego. Na podsumowanie dnia natrafiłam w sieci na utwór muzyczny Natashy Bedingfield "soulmate". Zawsze zastanawiałam się, jak nazywają przyjaciela mieszkańcy krajów anglojęzycznych, skoro mają na kolegów, kumpli, znajomych i tym podobnych ludzi określenie "friend". Zanotowałam więc dziś mały przełom w głowie.  Soulmate. Brzmi tak... tak odpowiednio. Tak dosłownie dobrze odzwierciedla znaczenie. Więc to jest ta znana mi z "Ani z Zielonego Wzgórza" bratnia dusza. Przyjaciel duszy. Przyjaciel w duszy. Mate -do tańca i do różańca i soul- więc w duszy. Wracając do piosenki. Dobra pointa. 

Wszystko brzmi tak składnie i pięknie. Tylko czy 'soulmate' nie jest jedynie słowem? I, jeśli nie, czym jest zatem?

czwartek, 23 lutego 2012

jeśli pokonasz strach

Śnieg. Z deszczem. Przemoczone buty, przemarznięte ciało, przerażone serce. Im więcej słyszę terminów matematycznych, geodezyjnych, mechanicznych, chemicznych... im dłużej nie potrafię wydobyć z siebie słowa, by się do kogoś zwrócić... im bardziej rozum mówi, że do ludzi przywiązać się nie wolno, tym bardziej się boję. I mam tylko dziwne poczucie oczekiwania na niespodziewany zwrot akcji, na ratunek. Nie wiem tylko w jakiej postaci.

Jeśli czujesz strach i go pokonujesz, jesteś bohaterem. Jeśli to strach pokonuje ciebie, jesteś raczej  tchórzem. Ja jestem. Przez ten sam strach znajduję się teraz właśnie w tym a nie innym bajzlu. Możesz myśleć o mnie "looser". Ja się zgadzam. Przynajmniej znasz prawdę.

Więc ogólnie rzecz biorąc, dwie kiepskie sprawy. Przykro, że muszę ci o tym pisać... Ale chcę, byś wiedział.

Lubię się śmiać. Śmieję się dużo, bo często uczestniczę w komedii pomyłek i sytuacji. Tylko przykro jest się śmiać ustami, gdy serce się nie śmieje. Ale tylko trochę, jak gdyby ten makaron w rosole...

Nie mam zamiaru pozostać tu, gdzie jestem. Nie mam jeszcze szczegółowego planu, ale nie zamierzam być do końca życia przytłoczona i uszkodzona społecznie.  Postanowienie z wczorajszego wieczoru: będę  dobrym człowiekiem. Pomyślałam, dlaczego niby nie miałabym być... Więc będę, jak tylko się trochę ogarnę.

pozdrawiam,
ja.

P.S. Jest pewna piosenka Sławka Bieńka. Nie wiem czy ją znasz, ale jeśli znasz mnie, to słysząc skojarzysz od razu. Mam nadzieję, że mi ją kiedyś zaśpiewasz. Nie musisz śpiewać czysto, po prostu bądź...

poniedziałek, 20 lutego 2012

niech mnie ktoś...

...przytuli. Niech mnie ktoś przytuli, tak rozpaczliwie powiedział Osiołek w którejś z części filmu Shrek. Jakie to było tam śmieszne, a jakie jest w rzeczywistości prawdziwe. Jak to dziecko czasem wystarczy przytulić, by wszystko nagle stało się proste, ciepłe i bezpieczne. Jak to w człowieku dorosłym/dorastającym pozostaje małe dziecko... i czasem się odzywa... Więc niech mnie ktoś.

Chcę cię zapytać, czy można być "chorym" na człowieka. Tyle razy będąc w takiej sytuacji, wciąż nie wiem. Przecież czasem po prostu się tylko wydaje, że się kogoś potrzebuje...

Chciałam użyć farb, które leczą... Kiedyś napiszę ci o nich więcej. Tymczasem jednak nie mam podkładu małego formatu, którego aktualnie potrzebuję. Więc nie użyję farb. Nie będzie leczenia. 

Czasem myślę, że gdyby ludzie mnie znali, nigdy by mnie nie zaakceptowali.

Dziś wieczorem wszystko, tylko nie samotność. 

Muszę już skończyć. Nie lubisz przecież czytać "głupot".
Niech mnie ktoś.
ja.

P.S. Czy to dziwne, że jeśli ktoś mnie tak bardzo nie szanuje, to powoli zaczynam urywać z nim kontakt? Chyba nie, czyż nie?

niedziela, 19 lutego 2012

second hand

Mam pewne zaległości. Byłam kilka dni w domu. Pracowałam intensywnie w kierunku spełnienia mojego aktualnie największego marzenia. Tak w ramach życiowych zmian. I myślałam sporo o dorosłym życiu.
A skąd tytuł? Kupiłam w ciuchu kolejną książkę anglojęzyczną. Uwielbiam to. Element zaskoczenia, zaczytywanie się, szlifowanie języka... I po raz kolejny trafiłam na powieść o duszy artystycznej. Szesnastoletnia sierotka rozpoczyna swoje samodzielne życie pracą kelnerki w małej kawiarni. Zobaczymy, jak akcja potoczy się dalej.
I po raz pierwszy zatęskniłam za tym dużym miastem, do którego wyemigrowałam z mojej małej mieściny tak nie dawno. Czułam się tu nieszczęśliwa. Czyżby się to zaczynało zmieniać?
I po raz milion pięćset sto dziewięćsetny zatęskniłam za tobą.
twoja 
ja.

13.o1.2o12


Nie na każdej drodze
jesteś dla człowieka człowiekiem
raz jesteś ubiorem, raz tworem,
pomocą, uśmiechem
Niech więc cię to nie boli,
bo gdy będziesz trwaniem,
kiedyś się przekonasz,
że jesteś kochaniem.

środa, 15 lutego 2012

być uśmiechem

Chcę się dziś z Tobą podzielić dwiema rzeczami.
Pierwsza to taka, że wczoraj były walentynki. Zwyczaj przereklamowany i skomercjalizowany bardziej lub mniej, już mniejsza o to... Wracając, to były walentynki i przytrafiło mi się coś uroczego (uroczego tym bardziej, że miało miejsce w "poczciwym" PKP). Mianowicie, pani konduktor częstowała wszystkich podróżnych krówkami w okolicznościowych papierkach: "Słodkiej podróży życzy PKP Przewozy Regionalne". Jej kolega fotografował całą tą akcję. No cóż. Uśmiechnęłam się do obiektywu, czemu nie... I wtedy on także się uśmiechnął.
Uśmiech przenosi nas do drugiej z rzeczy, o których chciałam ci opowiedzieć. Usłyszałam ostatnio coś bardzo pokrzepiającego. Tak, to zasadniczo pokrzepiające, dowiedzieć się, że jest się dla kogoś uśmiechem, że ktoś potrzebuje tego uśmiechu i optymizmu. "Bez ciebie, to ...szpital psychiatryczny". Taki optymizm jest tylko trochę dziwny... mając go dla innych nie mamy go dla siebie, jakbyśmy nie wierzyli, że jesteśmy go godni.Nie mniej, może być uśmiechem to początek bycia dla kogoś całą, integralną osobą...
Uśmiechnij się do mnie
ja.

poniedziałek, 13 lutego 2012

herbata i mleko

Herbata i mleko. Nie mam na myśli herbaty po angielsku, co to, to nie. Dziś po prostu będzie o tych dwóch przesympatycznych napojach. 
Po pierwsze więc: herbata. Po wielu doświadczeniach doszłam do wniosku, że z jednej torebki można zaparzyć bardzo dobre dwie szklanki naparu. Od czasu dokonania tego historycznego odkrycia parzę dwie. Zauważ, jak to się dobrze składa: jedna dla ciebie, druga dla mnie. Pamiętaj, że te herbaty czekają na ciebie. Jeśli będziesz potrzebował- wpadaj śmiało.
Po drugie: mleko. O co chodzi z tym mlekiem? Bardzo je lubię. I jest z nim zupełnie jak z miłością. Kiedy gotujesz mleko, to pilnujesz, by nie wykipiało. I co? I nie gotuje się wcale. Kiedy natomiast tylko się odwrócisz,  ono wybucha.
Życie nabiera kolorów, kiedy masz wokół siebie ludzi. Wróciły moje współlokatorki. Amen, amen! Rozmawiamy długimi nocami i mamy kiepskie przeczucia co do przyszłości, dlatego proszę cię, wróć już, wróć.
twoja
ja.

sobota, 11 lutego 2012

Ból głowy i wypalona zapałka

Obudziłam się dziś z dziwnym bólem głowy. Towarzyszy mi przez cały czas, ale to w sumie nie ważne. Chcę Ci dziś krótko opowiedzieć, o tym, co zobaczyłam, zupełnym przypadkiem, w mojej małej kuchni.
To była zapałka. Najzwyklejsza na świecie. Spalona. Nie wiem dlaczego, ale podniosłam ją na wysokość oczu, aby się jej dobrze przyjrzeć. I okazało się, że łepek tej zapałki wyglądał... jakby się uśmiechał. Coś w tym stylu, jak uśmiech księżyca w pełni. Nie mów, że nie widziałeś śmiejącego się księżyca...
I widząc tą zapałkę, przypomniałam sobie wszystkie słowa na temat cierpienia, jakie słyszałam. I na temat miłości. "Być kochanym to spalać się, kochać, to płonąć niegasnącym światłem..." Myślę, że coś w tym jest. Nie jestem kompetentna, ale... Miłość jako jedyna szansa człowieka na transcendencję... Oczywiście nie wystarczy miłość ludzka... No ale Bóg jest Miłością.
Trwają ferie i przerwy międzysemestralne różnych uczelni. W mieście jest jakoś ciszej, na ulicach trochę pusto. Tydzień spędzony w totalnym odosobnieniu to długo. Stanowczo za długo. 
Bardzo chcę, żebyś już wrócił.
Ściskam całym sercem,
ja.

czwartek, 9 lutego 2012

skradzione marzenia

Chcę ci dzisiaj zadać jedno pytanie. Pytanie o skradzione marzenia. Czy coś o nich słyszałeś? Czy wiesz, gdzie ich szukać i jak je można odzyskać? Gdyby były zgubione, byłoby łatwiej. Udałabym się do biura rzeczy znalezionych i po kłopocie. Ale niestety...

Skradzione marzenia to takie, które są zakorzenione tak głęboko, głęboko. To o nich najbardziej się marzy i myśli. To ich spełnienia najbardziej się pragnie. Najbardziej charakterystyczne dla nich jest jednak to, że z czasem przestają być naszą własnością. Widziałam już wiele moich spełnionych marzeń. Tylko że spełniły się nie u mnie, ale u kogoś innego. To bardzo przykre. Przywykłam. Szkoda tylko, że zawsze, gdy zabieram się za poszukiwania, by te marzenia odnaleźć, to zupełnie tracę siłę i zapał. Dlaczego? Ponieważ widzę je zrealizowane, piękne, zapierające dech. To piękno owszem, daje radość. Jest to jednak transakcja wiązana. Ze smutkiem- bo gdzieś jakoś czuję, że NIGDY nie zdołam osiągnąć czegoś takiego. 
W ogóle, to odkryłam ostatnio taką grę w "nigdy nie". Polega na tym, że siedzi się na podłodze i mówi się prawdę- o sobie, oczywiście, zaczynając słowami "nigdy nie...". I tak na zmianę. Pamiętaj, że gra się w to tylko z bardzo zaufanymi ludźmi. 

Proszę cię, pomóż mi odnaleźć i spełnić marzenia. 

Pozdrawiam, 
ja.

P.S. Czy wiesz, że kiedy po wyjściu ze sklepu włoży się pieczywo do torby, to zwiększa ono swoją objętość? Robi to perfidnie, aby się nie zmieścić.

środa, 8 lutego 2012

25.o1.2o12

A mi jest, proszę pana,
trochę przykro.
Ale tylko trochę, pan rozumie.
Tak, jakby się makaron skończył w rosole
za wcześnie.

A mi jest, proszę pana,
przykro tylko trochę.
Tak ciut, ciut, nie więcej.
Tylko tak i tylko dziś.
Niechże się pan zatem
tym wcale nie zamartwia.
Jutro o tym zapomnimy...
i tylko pan powinien wiedzieć,
że "tylko" to taka nie do końca prawda.

rozdroże

Z pewnością stałeś kiedyś na rozdrożu. Stoi się tam bardzo przyjemnie lub co najmniej normalnie, kiedy jest się przekonanym, którą drogę wybrać. Bardzo chciałabym, aby tak teraz było. Marzę o tym, by znać kierunek i wiedzieć, że gdy wsiądę do autobusu, na którymś kolejnym przystanku dosiądziesz się do mnie i dalej pojedziemy razem. Oczywiście, nikt mi tego nigdy nie obiecał. 

Jak się już domyśliłeś, muszę dokonać wyboru. Wybór nazywa się życiowym. Wiem, znasz ten ból. Pewnie powiesz, że byłeś w takiej sytuacji milion razy. W prawo "ustawić się", sprzedawszy to, co jest gdzieś głęboko w głowie czy sercu. W lewo- marzenia z niepewną przyszłością. Prosto- odpowiedzialność, której się nie udźwignie, jeśli będzie się spełniało w tym, co ponoć się "kocha". Jeszcze jeden kierunek- z tyłu... Po części spalone mosty, wyrzucone na śmietnik wysiłki i jedna chybiona, nieprzemyślana decyzja więcej. 
Tymczasem w świecie wokoło późne lato, gorąca jesień i bardzo mroźna zima. Obecnie temperatura się zauważalnie poprawiła, ale wciąż męczy minusem. I znów tymczasem, wokoło ludzie się zmieniają. "Jak ten owies, co dziś jest, a jutro go nie ma", jak powiedział kiedyś pewien ksiądz. Spotkałam wiele pięknych osób, na pewno chciałbyś je poznać. Dali mi dużo dobra, przyznam to otwarcie. Bardzo chciałabym ich nazwać przyjaciółmi, ale wciąż boję się, że to niemożliwe. I boję się, że mogło by zaboleć, gdyby faktycznie niemożliwym się okazało. Tak, wiem, że wiesz, iż moje wychowanie zawierało elementy wytrzymywania bólu. Oczywiście, że da się go twardo przetrwać, uczono mnie tego. Ja go tylko po prostu nie lubię, tego bólu, oczywiście. 
Spotkałam też starych "przyjaciół". Dali mi w twarz, jeden po drugim. Ale wiesz... było mi przykro tylko trochę, jakby się makaron skończył w rosole za wcześnie... Chyba wolę  to, niż bycie oszukiwaną i w końcu ignorowaną. 
Jest jeszcze jeden świat. To tam jest ta część dobrych ludzi, o których już wiesz. Jest mi w nim trudno, ale chcę, by stał się moim światem. Jest póki co moim wyzwaniem.

Ostatnio trochę się boję. Tylko czasem i tylko trochę. Tym bardziej wtedy odczuwam, jak bardzo mi cię brakuje. 

twoja ja.

poniedziałek, 6 lutego 2012

26.o1.2o12

Jestem tajemnicą, nieszczęściem,
które spotyka człowieka
w najmniej spodziewanym momencie.
Pies jest groźny dlatego,
że nazwałeś go złym.
Zawsze ci udowodni,
że miałeś rację.
Ktoś, kim nigdy nie będę
kocha cię ze wzajemnością
nie jest nigdy sam
i radzi sobie doskonale.

Spełnia moje marzenia
pokonuje moje lęki
nie popełnia znów tych samych błędów
i bezczelnie lubi tak samo
gorące kakao i książki.

Wszystko wszystkim zapomniał.
To jest dopiero Ktoś!
Ktoś, kim nigdy nie będę.

niedziela, 5 lutego 2012

pierwszy post w nowym świecie

Istniejemy w tak wielu środowiskach w tym samym czasie. To tak, jakbyśmy należeli do wielu światów na raz. Na szczęście nie znaczy to wcale, że człowiek człowiekowi kosmitą... Nasze "światy" się przenikają. Po cichu, niemal bezszelestnie, aby przypadkiem nie budzić człowieka z dziwnego snu, w jakim, zdarza się, że żyje... Być więc łowcą światów, cicho, lecz bacznie obserwować otoczenie, niczym kot grzejący się w świetle szyby wystawowej, to nie wszystko. Tylko czy aby na pewno stać nas na więcej? Oczywiście. Więc nie tylko widzieć, ale także żyć...

Powstaje w tym miejscu swoisty "kolejny świat". Subiektywny, specyficzny obraz malowany słowem w wydaniu elektronicznym. Podejmuję wyzwanie, skoro "stać nas na więcej". Ruszam w podróż "międzyplanetarną", aby nie tylko widzieć, lecz żyć. Może podobnie jak nieszczęsny Mały Książę Exupery'ego. Blog ten więc jest moją wędrówką, do której zapraszam także Ciebie.

twoja ja