Pierwsza to taka, że wczoraj były walentynki. Zwyczaj przereklamowany i skomercjalizowany bardziej lub mniej, już mniejsza o to... Wracając, to były walentynki i przytrafiło mi się coś uroczego (uroczego tym bardziej, że miało miejsce w "poczciwym" PKP). Mianowicie, pani konduktor częstowała wszystkich podróżnych krówkami w okolicznościowych papierkach: "Słodkiej podróży życzy PKP Przewozy Regionalne". Jej kolega fotografował całą tą akcję. No cóż. Uśmiechnęłam się do obiektywu, czemu nie... I wtedy on także się uśmiechnął.
Uśmiech przenosi nas do drugiej z rzeczy, o których chciałam ci opowiedzieć. Usłyszałam ostatnio coś bardzo pokrzepiającego. Tak, to zasadniczo pokrzepiające, dowiedzieć się, że jest się dla kogoś uśmiechem, że ktoś potrzebuje tego uśmiechu i optymizmu. "Bez ciebie, to ...szpital psychiatryczny". Taki optymizm jest tylko trochę dziwny... mając go dla innych nie mamy go dla siebie, jakbyśmy nie wierzyli, że jesteśmy go godni.Nie mniej, może być uśmiechem to początek bycia dla kogoś całą, integralną osobą...
Uśmiechnij się do mnie
ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz?