sobota, 11 lutego 2012

Ból głowy i wypalona zapałka

Obudziłam się dziś z dziwnym bólem głowy. Towarzyszy mi przez cały czas, ale to w sumie nie ważne. Chcę Ci dziś krótko opowiedzieć, o tym, co zobaczyłam, zupełnym przypadkiem, w mojej małej kuchni.
To była zapałka. Najzwyklejsza na świecie. Spalona. Nie wiem dlaczego, ale podniosłam ją na wysokość oczu, aby się jej dobrze przyjrzeć. I okazało się, że łepek tej zapałki wyglądał... jakby się uśmiechał. Coś w tym stylu, jak uśmiech księżyca w pełni. Nie mów, że nie widziałeś śmiejącego się księżyca...
I widząc tą zapałkę, przypomniałam sobie wszystkie słowa na temat cierpienia, jakie słyszałam. I na temat miłości. "Być kochanym to spalać się, kochać, to płonąć niegasnącym światłem..." Myślę, że coś w tym jest. Nie jestem kompetentna, ale... Miłość jako jedyna szansa człowieka na transcendencję... Oczywiście nie wystarczy miłość ludzka... No ale Bóg jest Miłością.
Trwają ferie i przerwy międzysemestralne różnych uczelni. W mieście jest jakoś ciszej, na ulicach trochę pusto. Tydzień spędzony w totalnym odosobnieniu to długo. Stanowczo za długo. 
Bardzo chcę, żebyś już wrócił.
Ściskam całym sercem,
ja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz?