czwartek, 31 stycznia 2013

Gdziekolwiek jesteś

Gdy się kiedyś pojawisz, szybko ukradnie mi cię "przyjaciel"- w dużym, bardzo dużym cudzysłowie. Zupełnie tego nie zrozumiem, dlaczego tak nas zaatakuje, co będzie mu przeszkadzało nasze szczęście (lub też nieszczęście, wszystko jedno, ważne, że nasze). Dlaczego będzie oszukiwał- podpisując się obcym nazwiskiem i wciskając taki kit jak babci w okno mówiąc, jako coś wartościowego. Dlaczego nie ukradnie mi moich problemów, betonów pełzających i kruszyw łamanych, podwójnych otuleń i trzech równań do tego? Dlaczego woli ukraść nadzieję?

Muszę ci powiedzieć dwie rzeczy. Pierwsza jest taka, że mam już ździebełko dość. Wszystkiego.
Druga? Gry fałszywych ludzi są zbyt przejrzyste dla mnie, bym miała się tym przejmować. Jest mi tylko trochę przykro. Ot, tak, jak z tym makaronem. 

Gdziekolwiek jesteś, jeśli jest ci ciężko... to wiesz... znam pewien dobry sposób na świat. I nie jest to ani nigdy nie..., ani maślanka. 

Pozdrawiam, mam nadzieję, ciebie
ja.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Godzina W.

Godzina "W" jeszcze nie nadeszła. Ale już teraz możesz zbierać granaty w piwnicy...

Godzina "w" mojego życia jeszcze nie nadeszła, ale mam to życie tylko jedno. Zatem kiedy to wszystko, jeśli nie teraz? To jest dobry czas- jak mawiał pewien pastor w czarnej komedii "Jabłka Adama". To jest dobry czas.

Plan "sześcioletni" dnia dzisiejszego wypełniony niemal po brzegi. O tym, jak pięknie i czule poprowadziłeś mnie po śliskich chodnikach, między pytaniami, odpowiedziami, projektami i zaliczeniami... W końcu między ludźmi- o tym będę śpiewać. 

Prowadź mnie, 
ja. 

niedziela, 27 stycznia 2013

Dziecko cudu

-Jakie jest prawdopodobieństwo, że wykonałam dobrze wszystkie czynności i mimo to uzyskałam zły wynik?
-Wie pani, takie rzeczy się nie zdarzają...
-Ale jest jakaś szansa..?
-Musiałby się, wie pani, zdarzyć cud!
-A jeśli jestem dzieckiem cudu...?
-Skoro tak, to wpiszę pani tą trójkę...

Tak, w sposób niekonwencjonalny, uzyskałam zaliczenie przedmiotu... Dlaczego, w rezultacie, mój korelogram nie mógł być błędny właśnie przez swoją wyjątkowość? Może właśnie był? Może jestem dzieckiem cudu? A skoro nim jestem, to może wbrew nadziei i wszelkim racjonalnym pobudkom po pierwsze:zdam egzaminy, po drugie: dostanę się do kolejnego etapu konkursu?

Może więc zagłosujesz na lekko czasem niedorzeczny blog "dziecka cudu"?

Ktoś kiedyś powiedział, że cuda się przecież zdarzają.

Pozdrawiam cię,
ja.

czwartek, 24 stycznia 2013

Głosowanie

Trudno mi jest ostatnio pisać. Sesja sesją, wiesz, ot, studenckie życie. 
Mam dziś zamiast listu- olbrzymią prośbę. Tak, właśnie do ciebie.
Proszę, zagłosuj na mój blog, który jest naszym mostem komunikacyjnym- w konkursie Blog Roku. Link znajdziesz tuż obok, po prawej stronie. 

Dziękuję ci z serca, 
ja.

sobota, 19 stycznia 2013

Życie na wybiegu


Nie, proszę pani. Pani wybaczy, ale nie jestem pijana. Alkoholu do ust nie biorę. Niechże pani łaskawa  postawi swą zacną stopę na chodniku, a przekona się wówczas,  z jaką łatwością można dziś zaliczyć poziom zero w wyniku pośliźnięcia. 

Błąkałam się po Plaży, jak zwykłam się błąkać czasem. Zawsze to cieplej i bezpieczniej niż na Starym Mieście. I zrozumiałam, co ludzie tu robią, gdy doszło do mnie, dlaczego się błąkam w ogóle. Nie ważne gdzie.
Przypomnij sobie Śniadanie u Tiffany'ego. Takie centrum handlowe (jubiler, whatever) jest jak oferta lepszego, szczęśliwego życia. Jest wybiegiem dla niespełnionych modelek. Wypełniona po brzegi tym co fajne, modne, uśmiechnięte. Jest jak słońce dla tych, co zapomnieli o życiowej fotosyntezie. O, pardon, nie słońce, tylko żarówka. Dosyć, mocna, ale wciąż emitująca tylko sztuczne światło.

Dobrze, dobrze, nie generalizuję. Jest to też miejsce wysoce użyteczne. Mój Discovery Channel jest przecież zawsze tylko subiektywny. Jednak myślę, coś w tym musi tkwić. Jakiś haczyk.

Zastanawiam się czasem,  jak wyglądałabyś dziś, Mamo, wśród tych żarówek, "fajności" i mody, gdybyś była tu tak, jak wtedy. Ty- kobieta, którą znam- kobieta do granic kobiecości- nie przepadałabyś pewnie za tym wszystkim. Zamiast na zakupy, pewnie poszłybyśmy na długi spacer, kto wie, może jednak na Stare Miasto..

kocham Cię, 
ja.

piątek, 18 stycznia 2013

Deszcz?

Coraz mniej rzeczy wychodzi. Marchewka jasna! 
Dziś jest wieczór na Jamesa Blunta. Brak mi tylko deszczu do pełni ciepłej nostalgii. To jest spokojna nostalgia. Mimo wszystko, nie chcę dziś zasypiać w ciszy.

W dzieciństwie zbierałam czarne porzeczki. Szczerze nie lubiłam tej czynności. Z początku, gdy wrzucało się jagody do pustej, wielkiej białej misy (no dobrze, miski, ale byłam mniejsza, więc naczynie było relatywnie większe) pracowało się całkiem w porządku. Im dalej w las, tym więcej drzew. I mogłam sypać mnóstwo owoców, a nie było widać różnicy... 

Taki obraz z dawnych lat. Przypomina mi się, gdy myślę, że "to wszystko nie ma najmniejszego sensu". 

Coraz mniej mogę zrobić. Coraz mniej rzeczy zależy ode mnie. Coraz bardziej zależę od Ciebie- i w zasadzie tylko od Ciebie. Stawiasz przede mną takie wyzwania. Jesteś najbardziej ekstremalną Osobą, jaką znam. Nie znosisz nudy, więc z Tobą nigdy się nie nudzę.  Trudno być w dwóch miejscach na raz, zaliczać karkołomne podróże, pakować się ni z gruchy ni z pietruchy, jak się mówi w moich stronach, spontanicznie w rzeczy, których nigdy nie zrobiłoby się, przemyślawszy wszystko głębiej...

Ja nie oddycham na znacznych wysokościach. Płuca zbyt słabe lub powietrze za rzadkie. A Ty wprowadzasz mnie na górę zbyt wysoką i oddychasz za mnie, gdy już nie mogę. 

Tym razem też tak będzie, prawda? 

Zupełnie nielirycznie, 
pozdrawiam cię. 
i Ciebie. 

ja.

P.S. Ktoś płacze.. Nie, to tylko deszcz.

czwartek, 17 stycznia 2013

Feministyczny song

Nalałam dziś więcej wody do czajnika, tak zupełnie na wszelki wypadek, gdybyś może jednak dziś wpadł na chwilę. Nie, nie czekałam, miałam tylko kawałeczek ewentualnej nadziei. 

Marchewka od dziś jest sztandarem mojej klęski. Tyle miałam zrobić dziś rzeczy, a tyle z nich nie wyszło. Marchew w pierwszej kolejności. Może w przyszłości będę walczyć o nadanie praw właścicielom rozgotowanych marchewek. Absurdalne? Oczywiście, jak wiele rzeczy w naszym świecie. 

Zatem od dziś, nie sprzątam, nie piorę, nie gotuję, nie kompletuję skarpet, klnę ile wlezie i robię mnóstwo niemoralnych rzeczy, wprost wszystko robię, co nie przystoi kobiecie- mam do tego prawo, niby dlaczego mam być gorsza- od mężczyzn, a w szczególności już od wandali, ekshibicjonistów i morderców. A potem zestarzeję się w samotności (albo w więzieniu) i będzie git!

Tak! A raczej nie: tak, to jest żart, nie, nie mówię tego poważnie. 

Nie bój się, pozostanę sobą. Gotować przecież też można z miłością. Podobno wtedy smakuje najlepiej. Ach, jeszcze jedno: nie bój się, nie poczęstuję cię marchewką.

twoja
ja.


wtorek, 15 stycznia 2013

Monday misz-masz

Kawał śmiechu, żeby nie powiedzieć inaczej. Wszystko za sprawą szalonego pomysłu, nie z mojej głowy co prawda, ale przemawiającego do tejże głowy dość wyraziście i jednoznacznie. Może podejmę temat. Może ci kiedyś i tym opowiem, ubawisz się jak nigdy. 

Majster z półgodzinnym opóźnieniem, czyli wszystko dobrze się skończyło, dzięki dobrym ludziom. Dasz wiarę, można jeszcze spotkać kogoś uczciwego, kto ceni sobie bezpieczeństwo ludzi (nawet obcych) ponad straty (poniekąd) materialne, które na ich rzecz ponosi. Cud, miód i orzeszki. Przestaję podejrzewać, że w zabawie w dobrą ciocię miałby się kryć jakiś haczyk. Kwestia zaufania i domniemania uczciwości. A ty? "Domniemujesz"?

Kilka słów pokrzepiających dla serca w późny, zimowy wieczór. Wiesz, dajesz mi nadzieję, że mimo iż mnie znasz i poznajesz- jednak nie odejdziesz. Domniemuję twojej dobroci serca.

od serca,
ja.

niedziela, 13 stycznia 2013

Rocznica

Całkiem już niedługo minie rok od czasu, gdy piszę do ciebie. Można by rzec, szykuje nam się taki mały Sylwester i Nowy Rok. Roczek. Myślę, ile wody upłynęło w Bystrzycy, od tego czasu. Nie chcę chyba wiedzieć, ale z pewnością wiele.

Z tej okazji chciałabym ci coś podarować. Drobiazg, cokolwiek, byś kiedyś pamiętał. Tylko... 
Wiesz, nie mam nic. Nie mam nic, co mogę ci ofiarować.

Teraz, gdy już mnie trochę znasz, choć bardzo wciąż słabo, nie zdziwię się, gdy odejdziesz. Niektórzy zyskują przy bliższym poznaniu, ja nie. Zdążyłam cię już zawieść i mimo woli, zrobię to jeszcze nie raz. 

Jednak, proszę, byś dał mi szansę- i gdziekolwiek teraz jesteś- pomógł mi spełnić, nawet nie mogę powiedzieć, "marzenie". Chcę tylko, byś czasem przeczytał to, co piszę.

A propos rocznic. Zdaje się, że wykazuję się niezwykłą cyklicznością w pewnej sprawie. Średnio raz do roku wpadam w konkretnego rodzaju tarapaty. Całą energię poświęcam następnie, w trakcie tego roku, na wygrzebanie się z owych kłopotów po to, by za jakiś czas wpakować się znów. Dlaczego ci o tym mówię? Tak, właśnie znów czuję wiosnę. Właśnie znów zaczynam coś od nowa...

Pozdrawiam cię, kimkolwiek jesteś-
ja.

piątek, 11 stycznia 2013

Prawdę mówiąc

Prawdę mówiąc, między nami, a prawdą, to muszę wyznać ci parę słów prawdy. Gdyż lepsza gorzka prawda niż słodkie kłamstwo. Powaga sytuacji aż domaga się prawdy. Jednak, żeby nie skłamać, a prawdy nie powiedzieć, choć prawda leży pośrodku, nie mogę jednoznacznie z całą stanowczością stwierdzić, że wszystko, a zatem nie pewna część, a całość, nie do końca prawdziwie jest określane. Minęło by się z prawdą stwierdzenie, że są, jak to mówi góralska teoria poznania, trzy prawdy: święta prawda, tyż prawda i g..(uzik) prawda. Na to wniosą lament obrońcy prawdy, zatem też prawnicy, prawie prawi, lecz święcie przekonani co do prawdziwości owej prawdy... 
... A dalej to już będzie koniec świata. 

Zanim powiesz, że zmarnowałam pół listu, zobacz, jak ślicznie rozlokowałam prawdę, całą jej rodzinę plus kuzynostwo frazeologiczne i jakie tylko przyszło mi do głowy. 

Nie dość, że nie zawarłam tu nic, to jeszcze wytarłam prawdą usta... Nie tyle będę narzekać, co stwierdzę fakt, że jeden serwis informacyjny telewizji publicznej (lub komercyjnej, czemu nie) prawdy nie czyni. Jako że za prawdę przebiera się często co innego, piszę ci o tym, bo odczułam mocny pociąg do prawdy. Wsiądę więc chyba jutro w PKP i pojadę jej szukać. 

Jak zapach wiosny po ostatnim śniegu, czuję pismo, a raczej prawdę, nosem. 

Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.

Prawda?
ja.

środa, 9 stycznia 2013

Ile kosztuje aborcja?

Wszystko. Aborcja kosztuje wszystko, co masz i co mieć możesz...

Dla wyjaśnienia. Z powyższym pytaniem spotkałam się na pewnym forum dla kobiet. Czytając wypowiedzi osób płci żeńskiej wieku rozmaitego, stwierdziłam, że mój mózg zaczyna wstawać do pionu.

Czy potrafisz sobie wyobrazić, że mielibyśmy kiedykolwiek zabić nasze dziecko? Zabić kogokolwiek w ogóle? Zabić kogoś, kto nie może się nawet oprzeć, obronić? Zabić?!?

Wiesz, co mówią, że to jeszcze nie człowiek. Absurdalne tłumaczenie. To co to jest wcześniej? Mam uwierzyć, że zanim stałam się człowiekiem, to byłam.... jakąś nie wiem, żabą? Mam wierzyć, bo ktoś tak powiedział? Jestem człowiekiem od początku i tyle.

Wiesz, co piszą jeszcze? Że mniejszym złem jest usunąć ciążę, niż urodzić i oddać dziecko do adopcji.

Nie rozumiem. Ja po prostu nie rozumiem, skąd to się ludziom bierze. Istoty żyjące obracają się przeciw życiu. Nie szczędzą też słów pogardy wobec ludzi pro life.

Muszę ci coś wyznać. Jestem w siódmym miesiącu ciąży. Co teraz poczułeś? Jestem-w sensie duchowym. Staram się otoczyć troską dzieciątko i jego rodziców. Pragnę, by ono przyszło na świat.

Jestem-w sensie duchowym. Ty też możesz -uratować człowieka.

Całym sercem,
ja.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Post scriptum

Wiesz, ostatnio "wybrałam się" w parę wirtualnych miejsc. Ostatnio próbowałam obejrzeć głośny swego czasu film "Galerianki", zainspirowana zwiastunami "Bejbiblues". "Próbowałam" to dobre słowo.  Wiesz, nie będę dziś pisać zbyt wiele. Postawię na szybki konkret.

 WULGARYZMOM zwłaszcza w ustach KOBIET - stanowcze NIE.

Spokojnie. To tylko moja opinia. Ja rozumiem, czasem człowieka ponosi. Jednak co za dużo... to wiadomo. Żadna dyskryminacja, wszak sama jestem kobietą, ale błagam, jak to brzmi. No jak to brzmi...

Tropem zaginionej skarpetki

Wszelkie poszlaki sprawy zaginionej części garderoby doprowadziły mnie do zielonej pufy w rogu pokoju. Wysypała się  Samotna Błękitna, którą dopadłam około osiemdziesiąt kilometrów stąd. Nic z tego jednak, po poszukiwanej było już zimno, gdy dotarłam na stancję. Cóż, całkiem dosłownie zimno. 

Po co opisywać losy skarpetki... To przecież taka osobista rzecz!
Po co w ogóle pisać... Takie osobiste rzeczy? A-ha! 

Chciałabym przekazać ci choć część tej dobroci, jakiej doświadczam. Chciałabym cię ochronić przed smutkiem, jaki czasem dopada gdzieś w środku chwili. Nie bliżej, nie dalej, ale w samym środku...

Otóż widzisz, napadnięto mnie jakiś czas temu. Wiesz, jak to na dworcu. "Powróżyć? Może jednak powróżyć?" -Bardzo grzecznie, kulturalnie. Może jeszcze miałabym dziękować za usługę? Przemierzałam chodniki dzielnie mniej lub bardziej, zżymając się nad sposobem budowania dróg w Polsce. Z tobołkami, dlaczego nie, w końcu kolejny wielki powrót na miejsce akademickie. I, dasz wiarę, przemiłe kobiety oszczędziły sprzęt komputerowy, wałówkę, tubę z projektami (słusznie, wszak to nic nie warte prócz iluś tam godzin), no wszystko... oprócz pary skarpet (upranych przynajmniej) No rozumiesz, ulubione, białe skarpetki szaro obrębione. Ot takie, zwyczajne. Tylko że... moje. Moje skarpetki. Po co im moje skarpetki?!? 

No, w rezultacie, nie ważne aż tak. Zamiast tych skarpet wolę... ciebie. 
Czoł(gi)em!
ja.

sobota, 5 stycznia 2013

Kino objazdowe

 Na początku: marzenie każdego blogera- BLOG ROKU. Co ty na to?

Wiesz, życie bez ciebie układa się w rozmaite kształty. Podobno z czasem układanka się dopełnia, kiedy życie przestaje być bez. Tymczasem utrzymuję, że nam nie grozi "szczęśliwe rozwiązanie". Lubię puzzle, ale bez przesady. Podobno tak jest ciekawiej.

Siedzę otoczona kablami i drukuję metodą chałupniczą tasiemce, czyli projekty z rysunkami metrowej długości. Nie powiem, co mnie trafia. Zostały mi jeszcze trzy. 

Kino objazdowe serwuje dziś następujące obrazy: 

Edytorstwo vs grafika z zastrzeżeniem, czy znów przypadkiem widzowie się nie rozmyślą (czyt. przestraszą itp.)

Zero pracy nad portfolio, zero malowania, zamiast tego tydzień spędzony przed komputerem nad czymś, co ma mi się na pewno nie przydać w życiu. Bilans zysków i strat? Chyba nawet nie doszłam przez ten tydzień do połowy.

Płatnie czy bez- bo jeśli ta pierwsza opcja, to mogę zapomnieć o punktach powyższych i od razu skoczyć gdzieś na budowę, żeby mnie zamurowali w jakiejś ścianie.

Bardzo więc optymistycznie dziś kończę
pozdrawiam,
ja.