Całkiem już niedługo minie rok od czasu, gdy piszę do ciebie. Można by rzec, szykuje nam się taki mały Sylwester i Nowy Rok. Roczek. Myślę, ile wody upłynęło w Bystrzycy, od tego czasu. Nie chcę chyba wiedzieć, ale z pewnością wiele.
Z tej okazji chciałabym ci coś podarować. Drobiazg, cokolwiek, byś kiedyś pamiętał. Tylko...
Wiesz, nie mam nic. Nie mam nic, co mogę ci ofiarować.
Teraz, gdy już mnie trochę znasz, choć bardzo wciąż słabo, nie zdziwię się, gdy odejdziesz. Niektórzy zyskują przy bliższym poznaniu, ja nie. Zdążyłam cię już zawieść i mimo woli, zrobię to jeszcze nie raz.
Jednak, proszę, byś dał mi szansę- i gdziekolwiek teraz jesteś- pomógł mi spełnić, nawet nie mogę powiedzieć, "marzenie". Chcę tylko, byś czasem przeczytał to, co piszę.
A propos rocznic. Zdaje się, że wykazuję się niezwykłą cyklicznością w pewnej sprawie. Średnio raz do roku wpadam w konkretnego rodzaju tarapaty. Całą energię poświęcam następnie, w trakcie tego roku, na wygrzebanie się z owych kłopotów po to, by za jakiś czas wpakować się znów. Dlaczego ci o tym mówię? Tak, właśnie znów czuję wiosnę. Właśnie znów zaczynam coś od nowa...
Pozdrawiam cię, kimkolwiek jesteś-
ja.
Wszystkiego dobrego więc z okazji nadchodzących urodzin!
OdpowiedzUsuńCieszę się, że trafił się Bloger (i Czytelnik jednocześnie), któremu- na pewien sposób - może tak nieliteracko napiszę, "podchodzi" korespondencja :) (od której formy, swoją drogą, czasem się uchylam-wbrew monotonii- na przykład)
Pozdrawiam również... nie napiszę skąd, (bo zbytnio już złamię konwencję:) ) choć da się to wyczytać między wierszami-listami:)