piątek, 18 stycznia 2013

Deszcz?

Coraz mniej rzeczy wychodzi. Marchewka jasna! 
Dziś jest wieczór na Jamesa Blunta. Brak mi tylko deszczu do pełni ciepłej nostalgii. To jest spokojna nostalgia. Mimo wszystko, nie chcę dziś zasypiać w ciszy.

W dzieciństwie zbierałam czarne porzeczki. Szczerze nie lubiłam tej czynności. Z początku, gdy wrzucało się jagody do pustej, wielkiej białej misy (no dobrze, miski, ale byłam mniejsza, więc naczynie było relatywnie większe) pracowało się całkiem w porządku. Im dalej w las, tym więcej drzew. I mogłam sypać mnóstwo owoców, a nie było widać różnicy... 

Taki obraz z dawnych lat. Przypomina mi się, gdy myślę, że "to wszystko nie ma najmniejszego sensu". 

Coraz mniej mogę zrobić. Coraz mniej rzeczy zależy ode mnie. Coraz bardziej zależę od Ciebie- i w zasadzie tylko od Ciebie. Stawiasz przede mną takie wyzwania. Jesteś najbardziej ekstremalną Osobą, jaką znam. Nie znosisz nudy, więc z Tobą nigdy się nie nudzę.  Trudno być w dwóch miejscach na raz, zaliczać karkołomne podróże, pakować się ni z gruchy ni z pietruchy, jak się mówi w moich stronach, spontanicznie w rzeczy, których nigdy nie zrobiłoby się, przemyślawszy wszystko głębiej...

Ja nie oddycham na znacznych wysokościach. Płuca zbyt słabe lub powietrze za rzadkie. A Ty wprowadzasz mnie na górę zbyt wysoką i oddychasz za mnie, gdy już nie mogę. 

Tym razem też tak będzie, prawda? 

Zupełnie nielirycznie, 
pozdrawiam cię. 
i Ciebie. 

ja.

P.S. Ktoś płacze.. Nie, to tylko deszcz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz?