Coraz mniej rzeczy wychodzi. Marchewka jasna!
Dziś jest wieczór na Jamesa Blunta. Brak mi tylko deszczu do pełni ciepłej nostalgii. To jest spokojna nostalgia. Mimo wszystko, nie chcę dziś zasypiać w ciszy.
W dzieciństwie zbierałam czarne porzeczki. Szczerze nie lubiłam tej czynności. Z początku, gdy wrzucało się jagody do pustej, wielkiej białej misy (no dobrze, miski, ale byłam mniejsza, więc naczynie było relatywnie większe) pracowało się całkiem w porządku. Im dalej w las, tym więcej drzew. I mogłam sypać mnóstwo owoców, a nie było widać różnicy...
Taki obraz z dawnych lat. Przypomina mi się, gdy myślę, że "to wszystko nie ma najmniejszego sensu".
Coraz mniej mogę zrobić. Coraz mniej rzeczy zależy ode mnie. Coraz bardziej zależę od Ciebie- i w zasadzie tylko od Ciebie. Stawiasz przede mną takie wyzwania. Jesteś najbardziej ekstremalną Osobą, jaką znam. Nie znosisz nudy, więc z Tobą nigdy się nie nudzę. Trudno być w dwóch miejscach na raz, zaliczać karkołomne podróże, pakować się ni z gruchy ni z pietruchy, jak się mówi w moich stronach, spontanicznie w rzeczy, których nigdy nie zrobiłoby się, przemyślawszy wszystko głębiej...
Ja nie oddycham na znacznych wysokościach. Płuca zbyt słabe lub powietrze za rzadkie. A Ty wprowadzasz mnie na górę zbyt wysoką i oddychasz za mnie, gdy już nie mogę.
Tym razem też tak będzie, prawda?
Zupełnie nielirycznie,
pozdrawiam cię.
i Ciebie.
ja.
P.S. Ktoś płacze.. Nie, to tylko deszcz.
P.S. Ktoś płacze.. Nie, to tylko deszcz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz?