wtorek, 28 sierpnia 2012

wyższa szkoła jazdy

W radio jakiś shit. Grunt, że głośno.
Wsteczny, zakręt i płynnie zapinamy jedynkę.
Dwója, trója, jedziemy. Shit jeszcze głośniej.
Dzieci na poboczu, hamulec w pogotowiu, kierunkowskaz zawczasu.
Sprzęgło, wajcha wyżej i gaz. Gaz. Gaz.
Dalej będzie z górki, wyrzucamy na luz.
Ale żeby nie było za pięknie, silnik nam się krztusi. Tym razem pod górkę.
Jeszcze piekarnia, zakręt z ułańską fantazją i ostatnia prosta.
I jeszcze pytanie: wchodzimy jako my, czy jako be dziewczynka ...

Życie jest jakby wyższą szkołą jazdy. A ja pamiętam, co się działo, gdy robiłam kurs. Kursy jazdy zawsze mnie szalenie frustrują.

dziś,
ja.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

ten por, tamta pora

Potrzebuję trochę słońca. Nie żebym nie potrafiła zdobyć się bez niego na optymizm, bo choć to do mnie nie podobne, ostatnio przychodzi mi z łatwością... Ale dobre słońce nie jest złe.

Wróciłam do szkiców, rysunków sprzed kilku miesięcy... Zabolało mnie serce, że się od tego odcięłam; że będąc do wszystkiego, jest się czasem do niczego; bo robiąc wszystko, w efekcie uzyskuje się nic. Jednak to tak tylko, jakby pomidorowa wykipiała na kuchence.

Ktoś wczoraj powiedział takie dziwne słowa: Jak najczęściej przejawia się akceptacja? No poprzez objęcie, oczywiście! Padło to co prawda w kontekście pewnej scenki-pantomimy - (skeczu-monologu, pytania-zagadki, whatever), ale analizując dzień w nocnej podróży autem poczułam, jakby mnie ktoś trzasnął między uszy. Olo, budzimy się. Więc jedźmy. 

Marzną moje my, królowa Anglii królewskie stopy.

Pora na dobranoc, a może pietruszkę...

ja.

czwartek, 23 sierpnia 2012

będzie pięknie

Kiedy człowiek się boi, zarówno siebie jak i tego, co wokół, to szuka potwierdzenia, że jego decyzja jest trafną.
Zapytałam dziś, jak mam się zapatrywać na to, co dzieje się teraz gdzieś na drodze pomiędzy sercem a rozsądkiem, na przystanku duszy i w kieszeniach marzeń. Tylko Ty mogłeś mi tak odpowiedzieć...

         Nie bój się żyć dla miłości,
         dla tej miłości warto żyć.

Cokolwiek nie znaczy słowo tej,  wciąż drążysz temat jak kropla skałę, przekonując delikatnie, choć uparcie, że jeżeli jest w życiu coś ważnego, to jest to miłość.
Mówię ci, będzie dziś piękny wschód słońca. Wrócę razem z nim.

ja. 

P.S. 30 i 40 / 70
P.S. 2 Dziękuję ci, że uczymy się nie grać przed sobą, ale być szczerymi.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

autobus przelotowy

Dzień dobry po miesięcznej przerwie.

Krótka pauza przed wyruszeniem w kolejną, znacznie krótszą i regionalną trasę.

Piszę do ciebie ze wspomnieniem radości, trudu, śpiewu, śpiewu i jeszcze raz śpiewu, irytacji, gorączki z przemęczenia, poczucia podniosłości chwili, rozterek, marszu, oglądania cudownych rzeczy, oglądania rzeczy w kategorii folklor, modlitwy, smaku podłogi nocnego autobusu, przebłysków nadziei i tejże nadziei uziemienia... Nade wszystko, piszę do ciebie ze wspomnieniem ludzi. 

Mam wiele konkluzji, wciąż jeszcze nie uporządkowane, kołaczą się w pustce mojej głowy. Gdybym miała ogarnąć te pierwsze, te najistotniejsze...

1. Nie może boleć coś, czego nie ma. Więc jest serce.
2. Wprowadź mnie na górę dla mnie za wysoką.
3. A jednak i po prostu: kochaj.
4. Matka. Matka. I to jaka, Jasnogórska.

Na koniec bajka na dobranoc:
Był sobie pewien staruszek, który poruszał się o lasce. Ktoś go kiedyś zapytał: 'Dlaczego?' Odpowiedział, że został postrzelony w kolano, występując w obronie kogoś bliskiego. Zarzucono mu więc : 'Tak to jest, kiedy się kocha. Miłość zawsze kończy się przestrzelonym kolanem. Żyjesz, ale już nigdy nie będziesz biegać.' Staruszek odpowiedział tylko: 'Nie. Żyję i ciągle mogę przyjść do człowieka, którego kocham. Mimo wszystko, wciąż warto.'

ja.