poniedziałek, 27 sierpnia 2012

ten por, tamta pora

Potrzebuję trochę słońca. Nie żebym nie potrafiła zdobyć się bez niego na optymizm, bo choć to do mnie nie podobne, ostatnio przychodzi mi z łatwością... Ale dobre słońce nie jest złe.

Wróciłam do szkiców, rysunków sprzed kilku miesięcy... Zabolało mnie serce, że się od tego odcięłam; że będąc do wszystkiego, jest się czasem do niczego; bo robiąc wszystko, w efekcie uzyskuje się nic. Jednak to tak tylko, jakby pomidorowa wykipiała na kuchence.

Ktoś wczoraj powiedział takie dziwne słowa: Jak najczęściej przejawia się akceptacja? No poprzez objęcie, oczywiście! Padło to co prawda w kontekście pewnej scenki-pantomimy - (skeczu-monologu, pytania-zagadki, whatever), ale analizując dzień w nocnej podróży autem poczułam, jakby mnie ktoś trzasnął między uszy. Olo, budzimy się. Więc jedźmy. 

Marzną moje my, królowa Anglii królewskie stopy.

Pora na dobranoc, a może pietruszkę...

ja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz?