niedziela, 24 marca 2013

suchar

Wyścig zbrojeń? Nie, to nie jest wyścig, ale regularnie dorzucam jakiś granat do składu w piwnicy.

Jest noc i jest pustynia. Nie ma już miejsca, gdzie można byłoby uciec. Jest zimno i sucho. Potwornie sucho. Jest suchar.

Daj mi dzień, dwa, pięć. Z dala od tego wszystkiego.
 

Chcę dziś zostać z tobą. Jest ci ciężko i pewnie niewiele będziesz mieć ze mnie pożytku. Jednak zostanę dziś z tobą, jeśli tylko tego chcesz.

środa, 20 marca 2013

skyfall

Czuję się okropnie. Moje wnętrzności już drugi dzień całymi siłami starają się wydostać uszami na zewnątrz. Dzisiejszej nocy nie otworzę oczu. Połamię palce. Wypluję serce. 

Przytykam nos do zimnej szyby. Zgromadzona wokół para przekonuje mnie, że jeszcze żyję. Obejmuję szybę dłońmi, o ile można objąć płaszczyznę. Mogę przytulić się do szkła, ale nie sprawi to, że ono zniknie. 

Teraz, gdy już nie mam serca, wciąż nie mam serca, by pozwolić ci na to. 
Nie mogę ci o tym wszystkim opowiedzieć. To pogorszyłoby sprawę. 

Spadam  
Byłam tak blisko i spadam.

Jestem niczym. 
Zapytaj Pawła, dlaczego.

piątek, 15 marca 2013

one way ticket

Noszę w portfelu bilet mpk. Jeden. Tak sobie myślę, że kiedyś gdzieś pojadę i w końcu nie wrócę. Dlatego jeden. Mówi mi o tym. Zawsze.

Z serii film:
           "Służące". Film traktuje też o problemie segregacji rasowej. Murzynka, pomoc domowa, niania, ogólnie all-in-one do małej białej podopiecznej:
             -Jesteś mądra. Jesteś dobra. Jesteś ważna. Powtarzamy..
             -Jestem mądra. Jestem dobra. Jestem ważna...

Z serii cuda:
           Introwertyk mówi nie pytany.

Z serii fenomeny przychodzenia Ducha Świętego:
           Człowiek.

Miasto śniegiem sparaliżowane. W rezultacie, to wspaniale, bo lód się kruszy i śnieg topnieje.

ja.

czwartek, 14 marca 2013

kOLOs

Pół centymetra to czasem wystarczająco dużo, by powalić człowieka. Kolosa na nogach jak z waty.

Czasem potrzeba dużych, radykalnych zmian.
Czasem człowiek bardzo mocno potrzebuje tych zmian.

C z a s e m   j e s t   t e r a z .

środa, 13 marca 2013

Adamie?

-Gdzie jesteś, Adamie?
-Ukryłem się, bo jestem nagi...
-Któż ci powiedział, że jesteś nagi..?

Kto ci powiedział, że jest tak, jak myślisz, że jest?   To prawda, nawet jeśli tak nie jest, to zbyt silnie ktoś kiedyś wtłoczył ci do głowy kłamstwo. Zawsze będzie nuta wątpliwości, czy może jednak nie jest to prawda. Kto ci powiedział, że jesteś nagi..?


Twój śpiwór wciąż mieszka ze mną. Może zabrakło ci odwagi, by wrócić po niego.
A może mi zabrakło pieniędzy i wytrwałości, by przesłać go pocztą...

Z resztą... nie znam nawet twojego adresu.

ja.

czwartek, 7 marca 2013

Sklepy cynamonowe

Mamy początek miesiąca. Świeży, zupełnie jeszcze młodziutki i nagi ten marzec dwa tysiące trzynastego roku, który przybył z pierwszymi od dłuższego czasu promieniami słońca. Przyniósł on także, zupełnie gratis, dzisiejsze pochmurne niebo, konsekwentnie dążące do spłukania deszczem pośniegowo smutnych chodników. 
Jeszcze chwila, a znów wysmyknę się z cichej kamienicy na coraz bardziej już o tej porze puste, wspomagane jarzeniowym  światłem ulice. Jeszcze chwila, a znów przez kilka minut przebywając w mentalnej samotności marszu, zadam sobie kilka pytań.

Co byś zrobiła, gdyby pieniądze nie grały roli?
Co teraz z nami będzie, gdy parę słów to już stanowczo za mało?
Co się stanie, jeśli znów przestanę oddychać samodzielnie? 

Pamiętam jak dziś, wieczór prawdopodobnie tak samo marcowy, jeszcze w zimowym płaszczu i czapce zimowej.  "Tonąć" tak w pewnej sprawie, a wciąż rozpaczliwie pragnąć powietrza. Wyrzucić cały ekwipunek z łodzi, by potem skoczyć do wody w desperackim kroku ostatniej szansy. Mocno się przeliczyć (nigdy z matmą nie żyłam w zgodzie) - więc tonąć. Tonąć tylko po to, by ktoś mógł uratować. Nie polecam nikomu.
 Ostatecznie, wciąż pewnie boję się wody. Lekcje pływania trwające tak bezlitośnie długo jeszcze mnie nie przekonały, że woda jest w prawdzie żywiołem śmierci, lecz także- i przede wszystkim -życia. Czuję jednak między wierszami, że marzec jak zwykle przynosi łyk powietrza.

Łyk powietrza, który wciska się w człowieka drogami oddechowymi tak silnie i bezczelnie. Łyk wiosny, która z kolei wciska mi nadzieję, jak kit babci w okno. Wiem, że podobnie pisałam rok temu. Wiem, że tamta wiosna przygrzmociła mi na tyle, że spadając z krawężnika nieco się potłukłam. Wiem także, co zabawniejsze, że mimo wszystko, mimo wszystko:

Teraz już, gdy parę słów to stanowczo za mało, wymknę się wieczorową porą w drogę. Zdążę odmówić w drodze jak zwykle trzy, w porywach cztery dziesiątki. Odnajdę te sklepy wśród zaułków miasta, wśród kałuż i kostek brukowych, zza winkli i z niskimi drzwiami. Odnajdę i kupię-choć nie mam pieniędzy- dwa wiosła i koło ratunkowe. 
A później popłynę. A później- znów skoczę.

Cichym sercem, 
ja.

piątek, 1 marca 2013

Zapytała o godzinę. Pięć po szóstej. Szukała zrozumienia w bólu, pocieszenia w rozczarowaniu. Czekała na kogoś, kto nie przyszedł. Z drugiej strony szyby samotność wygląda o wiele bardziej lirycznie.
W różowym berecie, ze srebrną obrączką, miłośniczka kawy z kolacją typu fastfood.
Tak, było tam chłodno.

W zasadzie, to nie wiem.

ja.