poniedziałek, 7 stycznia 2013

Tropem zaginionej skarpetki

Wszelkie poszlaki sprawy zaginionej części garderoby doprowadziły mnie do zielonej pufy w rogu pokoju. Wysypała się  Samotna Błękitna, którą dopadłam około osiemdziesiąt kilometrów stąd. Nic z tego jednak, po poszukiwanej było już zimno, gdy dotarłam na stancję. Cóż, całkiem dosłownie zimno. 

Po co opisywać losy skarpetki... To przecież taka osobista rzecz!
Po co w ogóle pisać... Takie osobiste rzeczy? A-ha! 

Chciałabym przekazać ci choć część tej dobroci, jakiej doświadczam. Chciałabym cię ochronić przed smutkiem, jaki czasem dopada gdzieś w środku chwili. Nie bliżej, nie dalej, ale w samym środku...

Otóż widzisz, napadnięto mnie jakiś czas temu. Wiesz, jak to na dworcu. "Powróżyć? Może jednak powróżyć?" -Bardzo grzecznie, kulturalnie. Może jeszcze miałabym dziękować za usługę? Przemierzałam chodniki dzielnie mniej lub bardziej, zżymając się nad sposobem budowania dróg w Polsce. Z tobołkami, dlaczego nie, w końcu kolejny wielki powrót na miejsce akademickie. I, dasz wiarę, przemiłe kobiety oszczędziły sprzęt komputerowy, wałówkę, tubę z projektami (słusznie, wszak to nic nie warte prócz iluś tam godzin), no wszystko... oprócz pary skarpet (upranych przynajmniej) No rozumiesz, ulubione, białe skarpetki szaro obrębione. Ot takie, zwyczajne. Tylko że... moje. Moje skarpetki. Po co im moje skarpetki?!? 

No, w rezultacie, nie ważne aż tak. Zamiast tych skarpet wolę... ciebie. 
Czoł(gi)em!
ja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz?