...barometr opadł, a nikt ci palta nie zapiął pod szyją...
Spadła temperatura i spadło ciśnienie. Świat powoli się wyciszy. Ja powoli się wyciszę. Choć będą skutki, jak echa, niedokończone sprawy drążyć tą ciszę, odroczone w czasie drobne wyroki, na razie w zawieszeniu...
Ot, przyszedł mi na myśl ten kapłan, ze swoimi kilkoma słowami. Wieczór na Twardowskiego, stanowczo.
Coś jest w powietrzu z oczekiwania. Na wiadomości, które nie nadejdą. Coś jest w powietrzu ze znużenia, tym, co się kończy-nie kończy, bo wyjścia nie widać. Cóż więc, modlić się o rozwiązania szczęśliwe, jako te kukiełki-supełki...
I choć nie przepadam za artystką i twórczością (w rezultacie: za czym ja w ogóle przepadam?) to aż się ciśnie na klawisze głuche ten wers. Zaśpiewam go inaczej, niż to brzmi w oryginale. W zasadzie wypowiem szeptem. Bo szeptem się nie kłamie..
jak cicho tu, i jak ciemno...
Tylko... g d z i e ?
ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz?