środa, 27 czerwca 2012

Balansując krawędzią chodnika


Wróciłam w nocy do mieszkania zmęczona. Wiesz, miałam długi, pełny dzień, od początku do końca obfity w ludzi. Mój Dzikus byłby sfiksował. Dla mnie jedno słowo: enjoyable.
Czekam na cuda tej sesji. Ufam Ci.
Przyszedł czas podwójnych przeprowadzek. Jestem już częściowo spakowana. Takie to moje życie na walizkach, po to, by średnio co dwa tygodnie zmieniać miejsce pobytu. Kiedyś jednak zbudujemy to państo w państwie. To nasze królestwo. Dom.
Siedzę w pociągu i, dasz wiarę, już po raz milionowy usłyszałam nazwę Zalesie Kraszyńskie ...albo jakiekolwiek. Tabun dzieciaków wieku wczesnoszkolnego towarzyszy nam na dzisiejszej trasie. Zaczęły śpiewać "Nie warto mieszkać na Marsie..." Ja wysiadam. Na szczęście to już.
Uśmiecham się
ja.

P.S. Słyszałam kiedyś taką bajkę: Mały chłopiec chciał koniecznie skorzystać z automatu pełnego łakoci. Wrzucał swoje małe pieniążki, ale nie działało. Podszedł do niego wąsaty pan i powiedział, że maszyna jest zepsuta. I tak chłopiec odszedł z niczym, ponieważ gdzieś tam kiedyś coś poszło nie tak...

To tak w temacie-nie w temacie. Ty jesteś moim serwisem, wiesz?

P.S. 2 Wróć. Uważaj, bo ktoś będzie czekał...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz?