Pamięć zapachów. Uwielbiam ładne zapachy. Przypominają o spotkanych kiedyś ludziach. Tak często chciałoby się, jak z głupia frant powiedzieć, "ślicznie pachniesz". Nagle wszystko wraca, kiedy receptory powonienia podrażni jakiś dawniej znany zapach. O ile bardziej ubogi byłby dla nas w odbiorze świat, gdybyśmy nie czuli jego woni. Czasem sam zapach wystarczy, by poczuć się "jak u siebie". Lubię zapach "perfum" samochodowych- gdy auto pachnie autem, ale. Lubię słodko-cytrusowe pachnidła dla mieszkań. Lubię wchłaniać zapachy, idąc ulicą, mijając ludzi, rośliny... To, co nazywamy zapachem świeżego, rześko mokrego powietrza po burzy, woń ciszy spaceru, jakieś echo kuchni dziecięcych lat... Nie chodzi o to, by codziennie odwiedzać perfumerie i bombardować się hektolitrami specyfików. Chodzi o odpowiedni subtelny akcent w należytym miejscu i czasie. Nie lubię, rzecz jasna, przykrych zapachów. Żyję w przeświadczeniu, że gdzieś jest ta najpiękniejsza woń na świecie.
P.S. Zamknęłam wczoraj projekt łuku. Kropla zaledwie w morzu potrzeb. Potrzeba nam dużo siły, motywacji i i jeszcze więcej cierpliwości, a nade wszystko jak najmniej głupot w głowach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz?