piątek, 14 września 2012

Wyjście awaryjne

Wyjście awaryjne- taki napis przykuł moją uwagę dziś w autobusie. Widniał w postaci drobnych, czerwonych literek na zaparowanej szybie, przez którą dzięki temu nie było widać tej ponurej, typowo jesiennej aury.  Więc stwierdziłam, że dla nas nie było żadnego wyjścia awaryjnego. 

Nie widziałam cię bardzo długo, kilka miesięcy. To znaczy, może i widziałam, jakoś ostatnio,  przez okno samochodu, po drugiej stronie ulicy lub coś w tym guście.

Więc czasem to jakieś okropne, może nie tyle przejeść z kimś beczkę soli, ale mieć kawałek wspólnej historii, a później, mimo że wydarzyło się tak wiele, nie mieć o czym rozmawiać. I jeszcze zachowywać się naturalnie. 

Nie wygodnie mi z tym, jak w butach nie tego rozmiaru, że muszę się silić na cokolwiek, bo ty masz taki styl, jak gdyby nie zależało ci na czymkolwiek. Jak zawsze. W rezultacie, nigdy nie wiem, czy to styl, czy prawda. Jak zawsze.

To zdecydowanie okropne, że odrzucasz jedyne pewne szczęście, że nie chcesz o Nim słyszeć, że nie chcesz, by cię pokochał. Boli to i tylko to. I nie tylko mnie. 

Jednak kiedyś ktoś powiedział, że jest się odpowiedzialnym za to, co oswojone. Dlatego to wszystko.

Więc cię błogosławię
+

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz?