wtorek, 18 września 2012

"Pseudohipsterski shit"

Wiesz, ja się bardzo zastanawiam, dlaczego ludzie tak z góry zarzucają komuś hipsterstwo, jeśli robi coś innego, uwaga, modne słowo: alternatywnego i tak dalej. Musiałam się poniekąd wysilić. Otworzyć komputer, przeglądarkę, odpalić wujka G. tylko po to, by sprawdzić, dlaczego niby miałabym uprawiać hipsterski shit - i co w ogóle można rozumieć pod tego rodzaju pojęciem. 

I tu niespodzianka. Czy ja robię coś niezwykłego, super oryginalnego, że do ciebie piszę? Ludzie od wieków pisali listy, później były jeszcze telegramy, znów listy, sms-y, e-maile i listy. Ech, te listy. No fakt, może to jest dzisiaj niezwykłe, odebrać taki "żywy", papierowy list, albo pocztówkę, no ale bez przesady. Hipsterstwo. Hipster by się uśmiał.

Skoro już piszę o pisaniu... Mam nadzieję, że będąc sobie tam, gdzie jesteś, czasem zaglądasz tu, do tej internetowej szuflady... Gdy się już spotkamy, to obiecuję, będę pisać do ciebie "żywe" listy. Będziemy je przechowywać w prawdziwych szufladach, przewiązując je w pliki jakąś ładną wstążką. 

Chcę dodać jeszcze, że pewien człowiek podsunął mi niedawno pewien utwór muzyczny. W miejscu, w którym napiszę tytuł i wykonawcę, mój wirtualny "przyjaciel" z pewnością okrzyknie mnie ponownie pseudohipsterką, ponieważ takie brzmienia cieszą się sporą popularnością ostatnio, pewnie w określonej ilościowo grupie ludzi.  Zatem śmiało, Przyjacielu, czas start. Piosenka to Melodia ulotna Meli Koteluk. Tak, i cóż. Podobno całkiem dobry soundtrack do tej pisaniny. No, może zbyt mało delikatny, raczej niespokojny, ale cóż. Gdybym się chciała przyczepić, musiałabym stwierdzić, że niesie kawałeczek nadziei, bo już moim śladem idzie...

ależ dziś długo.
ja.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz?