Jeśli wdzięczność, to także przebaczenie. Pokutuje takie okropne, jak ostatnio stwierdziłam, wyrażenie:
Wybaczam, ale nigdy tego nie zapomnę.
Jakby nie patrzeć, przebaczyć nie znaczy zapomnieć. Wciąż pamiętam pewne sytuacje i nie zanosi się, żeby przybyli faceci w czerni z takim laserkiem, strzelili mi w czoło i żebym o wszystkim zapomniała. Więc? Uwaga, odkrycia dnia: Do wybaczenia konieczne jest zapomnienie. Nie sytuacji, samego faktu, ale zapomnienie komuś. Więc nie pielęgnować czyjegoś złego obrazu. Zamykam oczy i nie widzę zdrajcy, tylko człowieka. Więc uczynić mały-wielki gest zapomnienia, przed samym sobą, ten kamyczek milowy jest przecież po to, by samemu pamiętać - o zapomnieniu.
Czyli... Wola plus zapomnienie komuś, plus trochę czasu. Ktoś wybacza mi non stop, zapomina wszystkie moje wyskoki, te małe i te olbrzymie. Więc byłabym straszną szują, przyjmując, nie dawać tego samego.
A jak jest przebaczenie, to i o wdzięczność łatwiej.
Pozdrawiam słonecznie w pochmurny dzień
ja.
P.S. Mój sposób na... optymizm w deszczowy dzień? Alleluja i do przodu, czyli genialnie jaskrawy, ale nie żarówiasty oranż parasolki. My, królowa Anglii lubimy to.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz?