Przy jednym z najpiękniejszych rynków w Polsce znajduje się w podcieniach mała knajpka, pijalnia czekolady. Mamy tam swój stoliczek, na którym roztrząsałyśmy błędy matury próbnej z matematyki i przy którym siadamy zawsze, przychodząc na tradycyjnego już gofra w rozmaitym wydaniu. Spotykamy się kilka razy do roku, uaktualniamy informacje bieżące, wspominamy dawniejsze. Zawsze pytasz: Czy jest ktoś? Nie wiem, ile jeszcze upłynie czekolady przy tym stoliczku, zanim odpowiem twierdząco, ale i tak uwielbiam te wizyty, kończące się przejściem parku wzdłuż i wszerz.
Najważniejsze, to się odnaleźć w miejscu, należeć do niego i tak samo je posiadać. Z czasem pozostawić, ale umieć powracać... Kiedyś, kiedy my się już spotkamy, poznamy się w pewnym miejscu. Do niego będziemy też wracać, bo będzie ono naszym.
Nie wiem, dlaczego, bo wymowę miał inną, ale kojarzy mi się pewien wiersz.
A może byśmy tak, najmilszy, wpadli na dzień do Tomaszowa...
No i, co prawda, nie do Tomaszowa...
Miło jest stąpać po betonowej kostce brukowej i nie myśleć o tym, że została wyprodukowana dla wytrzymałości minimum C40/50 (przynajmniej wg pewnych źródeł).
Z uśmiechem
ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz?