sobota, 14 lipca 2012

zakładka: filozofia

Nie trzeba uciekać się do kieliszka czy 'dawania sobie po kablach', by znaleźć się w stanie, jaki można nazwać szumnie "speedem". Wystarczy prześnić koszmar, po którym człowiek budzi się łapiąc się za głowę i czuje się parę lat starszy. Wystarczy paść ofiarą najgorszego, według Dantego, przestępstwa na ziemi. Wystarczy paść ofiarą samotności, którą taką straszną trwogą nazwał pewien alkoholik i narkoman, wokalista, z którego robi się legendę. I trzeba się z nim zgodzić, choć trudno się zgodzić z jego postawą. Więc... Wystarczy prześnić sen o zdradzie i odrzuceniu. 

Mówi się, że sen jest całkowicie niezależnym 'miejscem', gdzie uwalniają się spod kontroli rozumu mieszkańcy ludzkiej podświadomości, pragnienia i lęki. To, w jakim stanie emocjonalnym się budzisz, wskazuje, czym był prześniony lokator... Nie żebym wierzyła w sny, bo nie ma w co tu wierzyć, ale jestem przekonana, że podświadomość działa, a nawet świruje. 

Więc budzisz się i funkcjonujesz niby normalnie, ale doskonale wiesz, że jest to normalność anormalna. Czujesz, że masz ściągniętą twarz i musisz przejść na sterowanie manualne, totalnie kontrolując i wymuszając gesty i mimikę. Więcej planujesz i nawet jeśli rzadko dajesz się ponieść emocjom, to w takim stanie nie robisz absolutnie nic pod wpływem chwili. Nawet gdyby coś ci w środku stuknęło, natychmiast zakazujesz sercu istnienia. Kiedy już zrealizujesz zamierzony plan, odwracasz się i odchodzisz. I wówczas zaczyna się twój marsz życia. Szybko, ale ze skupieniem na każdym kroku. Z potknięć wychodzisz bez szwanku, niezależnie jak kiepski jest chodnik i jaki rodzaj obuwia masz na sobie. Oddychasz głęboko i minimalnie unosisz głowę. Później prostujesz kręgosłup i czujesz potworny doping, bynajmniej nie euforii. 

To jest marsz. A teraz życia : Życie zostaje przywrócone, gdy ktoś cię zgasi, zetnie, doprowadzi do poczucia 'doniczegowatości', w sposób różnoraki, ponieważ różne rzeczy wpływają na ludzi. Wtedy następuje, zjazd. Proszę wybaczyć slang narkotykowy, ale sny działają, zaryzykuję stwierdzenie, poniekąd podobnie do środków psychotropowych. Mają coś przecież wspólnego.  Tyle tylko, że są dozwolone, wręcz naturalne. Zjazd ten powoduje, że zaczynasz naprawdę myśleć, czyli, koniec końców, budzi cię, pozwalając otrząsnąć się z okruchów nocy.

I zanim się jeszcze uwolnisz, to (wyobraź sobie, że twoje serce/psychika oddycha) pomęczy cię poczucie spłyconego oddechu emocjonalnego. Możliwe, że ściśnie ci oczy, które się trochę spocą. Wtedy przydaje się kaptur. Oczywiście, że ludzie nigdy nie zakładają kaptura bez powodu. To jest takie specyficzne "coś". Kaptur jest jak namiot, który ukrywa przed światem. Trzeba to wiedzieć, a nie, jak mój tato, dziwić się, dlaczego ktoś chodzi w kapturze po mieszkaniu. 

Później nareszcie przychodzi chwila, gdy można wziąć kolorowe kredki i czysty arkusz papieru i przekalkulować parę rzeczy, zastanawiając się, "co nowego się stało, jak wpłynęło i co mówi o mnie od środka". Zaskakujące rzeczy mogą wyjść na jaw. Polecam bardzo. 

Aua, proszę wybaczyć objętość,  nastąpiła kumulacja, tak skutkuje wyciszenie, kiedy przebywa się w miejscu, gdzie samochody nie jeżdżą non-stop pod oknem. 

Podobno lepiej czyta się na białym. Do usług.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz?