Dziś jest dobry dzień ( w zasadzie noc) by się na nowo utwierdzić, że pewne rzeczy mają sens. Że trzeba bardzo silnie, zarazem delikatnie dążyć za marzeniami, licząc się z porażką. Świat się w razie fiaska nie skończy, ale coś w tobie umrze, to pewne. Więc idziesz otrzeć się o śmierć, w pewnym, bardzo metaforycznym sensie. Idziesz z obawą, bo to, co było dla ciebie naturalne, nagle zdaje się być bardzo ważnym. Gdy będzie ważnym przesadnie, już wtedy przegrasz, bo pochłonie cię coś, do czego się nie dąży, ale z czym kroczy się bark w bark. Idziesz jak nad przepaścią w Czufut Kale, gdzie każdy pochopny ruch może kosztować wszystko, co masz, i czego mieć już nie zdążysz. Już przekraczam granicę, bo zbyt dużo tu słów. Grunt tylko, by zawtórować poecie, nie słowem, lecz działaniem:
Bądź wierny, idź!
pójdę.
ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz?