piątek, 13 lipca 2012

Cudzoziemiec

Spotkałam go tu, w mieście podobno inspirującym, jakiś czas już temu. Wysoki mężczyzna, wiek bliżej nieokreślony. On. Cudzoziemiec. Niósł plecak na plecach i mapę w dłoniach. Zaczepił mnie z  zamiarem uzyskania (jakiejś) pomocy. Zaczął po angielsku i dopóki starał się sklecić parę zdań w tym języku, dopóty go rozumiałam. Wyraźnie jednak władanie językami obcymi nie było jego dobrą stroną. Zaczął się plątać i powoli, ale skutecznie, straciłam wątek. Nie byliśmy w stanie się porozumieć, kiedy zaczął mówić w, jak przypuszczam, swoim języku ojczystym, którego nigdy wcześniej nie słyszałam. Mówił, gestykulował, wkładał w tą "rozmowę" serce, można by powiedzieć, ale nie miałam pojęcia, o co chodzi.  Przeprosiłam go tylko spojrzeniem, a on zabrał klamoty i odszedł wolnym krokiem. On. Cudzoziemiec. 

Norwid już kiedyś coś napisał o pielgrzymie. On musiał być cudzoziemcem. Poeci to dopiero są. Zawsze o krok przed nami. Ciekawe, co Norwid napisałby o sercu/rozumie/jakimkolwiek innym "centrum dowodzenia", które przyjmuje sprzeczne komunikaty. Trochę, jakby się oparzyć i ochłodzić jednocześnie. Myślę, że zaleciłby spokój, bez ani krzty pochopności.  Jakie to wygodne.

Już czas najwyższy wyjechać stąd na dłużej.
 
Wieża Babel. Jestem przekonana, że tam nie skończyło się tylko na językach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz?