czwartek, 17 stycznia 2013

Feministyczny song

Nalałam dziś więcej wody do czajnika, tak zupełnie na wszelki wypadek, gdybyś może jednak dziś wpadł na chwilę. Nie, nie czekałam, miałam tylko kawałeczek ewentualnej nadziei. 

Marchewka od dziś jest sztandarem mojej klęski. Tyle miałam zrobić dziś rzeczy, a tyle z nich nie wyszło. Marchew w pierwszej kolejności. Może w przyszłości będę walczyć o nadanie praw właścicielom rozgotowanych marchewek. Absurdalne? Oczywiście, jak wiele rzeczy w naszym świecie. 

Zatem od dziś, nie sprzątam, nie piorę, nie gotuję, nie kompletuję skarpet, klnę ile wlezie i robię mnóstwo niemoralnych rzeczy, wprost wszystko robię, co nie przystoi kobiecie- mam do tego prawo, niby dlaczego mam być gorsza- od mężczyzn, a w szczególności już od wandali, ekshibicjonistów i morderców. A potem zestarzeję się w samotności (albo w więzieniu) i będzie git!

Tak! A raczej nie: tak, to jest żart, nie, nie mówię tego poważnie. 

Nie bój się, pozostanę sobą. Gotować przecież też można z miłością. Podobno wtedy smakuje najlepiej. Ach, jeszcze jedno: nie bój się, nie poczęstuję cię marchewką.

twoja
ja.


3 komentarze:

  1. Droga Ty, heh, chciałbym żebyś była moja.
    Takie moje literackie zakochanie. Zaczynam Cię czytać, bo czuję że tu odnajdę "ten spokój", którego mi trochę brakuje ostatnio.
    A jedyne co mi dodaje mobilizacji i zachęca do działania, to czytanie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że to, co piszę, może być dla kogoś istotne. Pozdrawiam Cię, i dużo wytrwałości!

      Usuń
    2. Czekam na kolejny wpis... chociaż przez chwilę gdy Cię czytam, świat trochę bardziej nabiera kolorów... potem znowu trochę traci nasycenie... wpadłem w jakiś cholerny zimowy dół :) ... więc pisz !!

      Usuń

Komentarz?