Był sobie raz taki kolo, który napisał taką cieniutką książeczkę o pewnym chłopcu. Wiesz, co pisał? Też chciałabym czasem nie wiedzieć. Jednak myślę, że kiedy stworzył ogród pełen róż, to doskonale je najpierw zasadził, podlał, przyciął. I one wtedy mogły rosnąć. Mogły sobie być i dobrze wyglądać, i pachnieć. Ot taki różany los.
Założyłeś grunt. Wybrałeś farby. Przygotowałeś pędzle. Pozwoliłeś, by ktoś inny malował. A on nie chciał malować po Twojemu. Malował, nie patrząc już na Ciebie. Gdzie jest studium z natury? Gdzie godziny obserwacji, kontemplacji, wczucia? Gdzie nasza sztuka? Gdzie słodki smak tempery i tajemnicza woń werniksu?
Aż by się chciało zawołać, wcale nie cenzuralnie. Tylko po co.
Różany los bez nie możliwy bez warunków wzrostu.
Zapach szkolnej szatni na moim swetrze. No dajcie spokój.
Podniesiesz podarte płótno. Złożysz cierpliwie i z miłością, włókno po włóknie. Bezimienny Kot będzie się grzał przy kominku. Uśmiechniesz się tylko pobłażliwie słysząc "groźby", że po kolejnym zawodzie nie będzie już czego zbierać. Jesteś Artystą. Twoja branża to "Coś z niczego". Jesteś najlepszy. Twoja kategoria to: arcydzieła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz?