wtorek, 6 listopada 2012

Myślałam dziś o naszych córkach... o ile właściwie pojawią się na świecie.

Dziś w nocy musiałam oddać książkę do biblioteki, w zastępstwie za koleżankę... Zaniosłam więc ten przedmiot i położyłam na ladzie, po czym dostałam reprymendę od bibliotekarki za jeszcze inne nie oddane pozycje. Tłumaczyłam się, że to nie ja, ale... Na koniec kobieta rozkazała mi ustnie "wypełnić" ankietę. 
-Kiedy poczuła pani poraz pierwszy wschodni wiatr?
-Co proszę? 
-Wiatr radziecki...
-A! W szkole podstawowej, rozpoczynając naukę języka rosyjskiego.
-Do jakiej szkoły i klasy ( o jakim profilu) posłałaby pani swoje dziecko?
-Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ nie wiem, czy w ogóle kiedykolwiek będę matką.

Ot, taki sobie, dziwny sen. Wschodni wiatr wyrywa z butów, skąd mi się to wzięło, nie mam pojęcia. Natomiast ten tekst o dzieciach... Może dlatego pod koniec wykładu już nie mogłam się skoncentrować, więc przyszła mi myśl o naszych dziewczynkach. Zabawne, wiem. Może nawet niedorzeczne.  Nie mniej, dręczy mnie to jakoś ostatnio.

Nie wiem. Może to jeden z moich ostatnich listów do ciebie. Może to zupełnie nie tak. Może w ogóle nie (...)

Pozdrowię cię jeszcze dziś,
nie wiem, kim jestem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz?