Kolejny wcześnie zaczęty czwartek
przetrwany. Kolejna porcja pomyślnego trafu dzięki temu, że do pewnych
instytucji nie dotarły jeszcze parytety. Dzień udany po nieudanym.
Wpadłam na tą kobietę pod centrum
handlowym. Wszyscy gdzieś spieszyli, a ona wręcz przeciwnie. Stała jak
gdyby zagubiona w tym szaleńczym tłumie, patrząc na swoje około
trzydziestoletnie odbicie w rozświetlonej szybie wystawowej. I miałam
wrażenie, że słyszę jej myśli... Przeorane zawodem i codziennym, prędkim
cynizmem, ciche pragnienie, by być piękną. Nieomal jej nie
staranowałam. Przeprosiłam natychmiast. Wiedziałam, że wyrwałam ją z zamyślenia. Wiedziałam, że zapamiętam jej twarz.
Musisz mi to wybaczyć, że piszę, jakbym adresowała do wszystkich ludzi, których znam. Kończę już, bo słońce ci wystygnie.
z serca,
ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz?