Artysta ze spalonego teatru, ale artysta jednak. Nie ma desek sceny i kurtyny. Ot tak, jak w życiu.
Trwa ciągła walka i to boli. Ot tak, fizycznie. To się przenosi z głowy. Z serca.
Przychodzi wyzwolenie. Tak, przychodzi. To jest takie powtarzalne. Z nadzieją, że się kiedyś zejdzie z tym życiowym.
Poziom zero, ten kawałek podłogi, wiele uczy. O ile jest się w stanie przyjąć jeszcze jakąś lekcję.
Trochę dramatu, by zahaczyć o serca.
Bez szans i nawet pragnienia braw; jeżeli w ogóle z pragnieniem, to tegoż właśnie serca.
Zapraszam dziś wieczorem, będziemy tam grać, czy też żyć,
ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz?