... to z dobrego konia. Innymi słowy, albo wszystko, albo nic. Tak.
To znaczy, że nie wiem. Nie mam pojęcia, nie powiem ci, bo nie wiem... Nie wiem, jak było w Nowym Yorku... jak to śpiewał pewien pan Grzegorz. Wciąż nie wiem, czy się spotkamy, czy nie. Nie wiem też, co będzie obiektywnie lepsze. Po prostu nie wiem, który kierunek należy do mnie na tym skrzyżowaniu. Ta niewiedza mi się nie podoba, zważywszy, że zaraz obok czerwonego zapali się światło pomarańczowe, a po nich już zielone. Jeśli nie ruszę, to inni kierowcy mnie zwyczajnie strąbią.
Tak sobie też myślę, że byłoby to cudownym, spotkać kogoś, kto potrafiłby się zasłuchać. Byłoby cudownym zasłuchać się również w niego. Być zasłuchanym i być kimś, w kim ktoś się zasłuchał. No, w rezultacie, troszeczkę sentymentalne bzdury, zatem dobranoc.
ja.
P.S. Poszukuję prawdy. Prawda wyzwala. Mam nadzieję, że prawdą nie jest to, co mówią. Mam nadzieję, że prawdą nie jest strach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz?