Krótka pauza przed wyruszeniem w kolejną, znacznie krótszą i regionalną trasę.
Piszę do ciebie ze wspomnieniem radości, trudu, śpiewu, śpiewu i jeszcze raz śpiewu, irytacji, gorączki z przemęczenia, poczucia podniosłości chwili, rozterek, marszu, oglądania cudownych rzeczy, oglądania rzeczy w kategorii folklor, modlitwy, smaku podłogi nocnego autobusu, przebłysków nadziei i tejże nadziei uziemienia... Nade wszystko, piszę do ciebie ze wspomnieniem ludzi.
Mam wiele konkluzji, wciąż jeszcze nie uporządkowane, kołaczą się w pustce mojej głowy. Gdybym miała ogarnąć te pierwsze, te najistotniejsze...
1. Nie może boleć coś, czego nie ma. Więc jest serce.
2. Wprowadź mnie na górę dla mnie za wysoką.
3. A jednak i po prostu: kochaj.
4. Matka. Matka. I to jaka, Jasnogórska.
Na koniec bajka na dobranoc:
Był sobie pewien staruszek, który poruszał się o lasce. Ktoś go kiedyś zapytał: 'Dlaczego?' Odpowiedział, że został postrzelony w kolano, występując w obronie kogoś bliskiego. Zarzucono mu więc : 'Tak to jest, kiedy się kocha. Miłość zawsze kończy się przestrzelonym kolanem. Żyjesz, ale już nigdy nie będziesz biegać.' Staruszek odpowiedział tylko: 'Nie. Żyję i ciągle mogę przyjść do człowieka, którego kocham. Mimo wszystko, wciąż warto.'
ja.
To wszystko jest takie optymistyczne, co sprawia, że czyta się to z uśmiechem na twarzy. Zapiszę sobie i zapamiętam historię z końca wpisu. "Mimo wszystko, wciąż warto". Piękne przesłanie. :)
OdpowiedzUsuń