czwartek, 7 marca 2013

Sklepy cynamonowe

Mamy początek miesiąca. Świeży, zupełnie jeszcze młodziutki i nagi ten marzec dwa tysiące trzynastego roku, który przybył z pierwszymi od dłuższego czasu promieniami słońca. Przyniósł on także, zupełnie gratis, dzisiejsze pochmurne niebo, konsekwentnie dążące do spłukania deszczem pośniegowo smutnych chodników. 
Jeszcze chwila, a znów wysmyknę się z cichej kamienicy na coraz bardziej już o tej porze puste, wspomagane jarzeniowym  światłem ulice. Jeszcze chwila, a znów przez kilka minut przebywając w mentalnej samotności marszu, zadam sobie kilka pytań.

Co byś zrobiła, gdyby pieniądze nie grały roli?
Co teraz z nami będzie, gdy parę słów to już stanowczo za mało?
Co się stanie, jeśli znów przestanę oddychać samodzielnie? 

Pamiętam jak dziś, wieczór prawdopodobnie tak samo marcowy, jeszcze w zimowym płaszczu i czapce zimowej.  "Tonąć" tak w pewnej sprawie, a wciąż rozpaczliwie pragnąć powietrza. Wyrzucić cały ekwipunek z łodzi, by potem skoczyć do wody w desperackim kroku ostatniej szansy. Mocno się przeliczyć (nigdy z matmą nie żyłam w zgodzie) - więc tonąć. Tonąć tylko po to, by ktoś mógł uratować. Nie polecam nikomu.
 Ostatecznie, wciąż pewnie boję się wody. Lekcje pływania trwające tak bezlitośnie długo jeszcze mnie nie przekonały, że woda jest w prawdzie żywiołem śmierci, lecz także- i przede wszystkim -życia. Czuję jednak między wierszami, że marzec jak zwykle przynosi łyk powietrza.

Łyk powietrza, który wciska się w człowieka drogami oddechowymi tak silnie i bezczelnie. Łyk wiosny, która z kolei wciska mi nadzieję, jak kit babci w okno. Wiem, że podobnie pisałam rok temu. Wiem, że tamta wiosna przygrzmociła mi na tyle, że spadając z krawężnika nieco się potłukłam. Wiem także, co zabawniejsze, że mimo wszystko, mimo wszystko:

Teraz już, gdy parę słów to stanowczo za mało, wymknę się wieczorową porą w drogę. Zdążę odmówić w drodze jak zwykle trzy, w porywach cztery dziesiątki. Odnajdę te sklepy wśród zaułków miasta, wśród kałuż i kostek brukowych, zza winkli i z niskimi drzwiami. Odnajdę i kupię-choć nie mam pieniędzy- dwa wiosła i koło ratunkowe. 
A później popłynę. A później- znów skoczę.

Cichym sercem, 
ja.

2 komentarze:

Komentarz?